Wolę łkać w Rolls Roysie niż być szczęśliwą na rowerze - mawiała Patrizia Reggiani, po mężu Gucci. Tak, z tych Guccich. A konkretnie po Maurizo Guccim, ostatnim z modowego, bardzo licznego rodu, który prowadził rodzinny niegdyś interes zanim przejęły go finansowe konsorcja. I zanim zabiła go sama Patrizia.

Zdjęcie

Patrizia Reggiani /East News
Patrizia Reggiani
/East News

Ponoć w wakacje najprzyjemniej czyta się kryminały. Ten jest lepszy od literackich, wypełniających namioty z tanią książką wzdłuż nadmorskich promenad, bo wydarzył się naprawdę. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, był piękny poranek. Weekendowy wiatr strącił ostatnie suche liście z drzew, więc Giuseppe Onorato, portier w biurze Guccich, od razu zabrał się do zamiatania, by zdążyć przed przyjściem pracowników.

- Buongiorno! Portier odwrócił się i zobaczył Maurizia Gucciego, który wbiegał właśnie po schodach "z taką werwą, aż łopotały za nim poły płaszcza z wielbłądziej wełny". Nie zauważył jednak, że ktoś szedł za nim. Ten ktoś wyjął nagle pistolet. Osłupiały portier patrzył na to wszystko z przerażeniem. Pierwsza kula rozdarła płaszcz Gucciego na wysokości biodra. Druga trafiła pod lewe ramię. "Oszołomiony Gucci obrócił się z zaskoczonym wyrazem twarzy. Spojrzał na napastnika, a potem popatrzył na portiera, jakby chciał spytać: »Co się dzieje? Dlaczego? Czemu mi się to przydarzyło?«". Osunął się na zbryzganą krwią, niczym w malarstwie Jacksona Pollocka posadzkę (to obrazowe porównanie oraz powyższy cytat przytaczam za rekonstrukcją w książce "Gucci. Potęga mody, szaleństwo pieniędzy, gorycz upadku" Sarah G. Forden) i chwilę później już nie żył. Był 27 marca 1995 roku.

Reklama

Po dwóch latach śledczy mieli niezbite dowody: zabójstwo zleciła Patrizia. Nie mogła pogodzić się z faktem, że jej eksmąż ma nową kobietę. Tym bardziej jednak nie spodobało się jej, że Maurizio postanowił sprzedać udziały w Guccim inwestorowi z Bahrajnu i nie podzielić się z nią ani centem ze 120 milionów dolarów, jakie wpłynęłyby na jego konto. I choć na biedną nie trafiło, bo Patrizia dostawała od niego pół miliona dolarów alimentów rocznie, to kwota ta starczała na zakup niezbędnego jej, wspomnianego na wstępie Rolls Royce’a. Umiłowanie do życia w luksusie nie zaprowadziło jej jednak za kierownicę wytwornego automobilu, lecz za kratki. Wyrok - 26 lat.

Oczywiście, jak to we włoskich familiach bywa, sam Maurizio też nie był niewiniątkiem. To on przecież doprowadził do wymiany zarządu firmy i - eliminując swego brata Aldo - został szefem. Aldo doniósł wówczas na Maurizia włoskiemu fiskusowi. W efekcie Maurizio musiał zapłacić 21 milionów dolarów zaległych podatków za całe niemal lata siedemdziesiąte. Oczywiście Maurizio zemścił się potem na Aldo, donosząc z kolei o niezapłaconych skarbówce przez niego siedmiu milionach. Aldo trafił na rok do więzienia. W rewanżu Paolo, syn Alda, przesłał prokuraturze dowody, że Maurizio ukrywał pieniądze w rajach podatkowych. Maurizio musiał uciekać za granicę. Tam go jednak złapano, doprowadzono przed sąd i skazano na odsiadkę.

Nie nadążacie? Nie wy jedni. W jednym tylko roku w różnych sądach potrafiło się toczyć nawet osiemnaście spraw dotyczących klanu Guccich, stąd dzienniki, na przykład "New York Times", zmuszone były publikować drzewa genealogiczne rodu. Inaczej żaden czytelnik by się w tym nie połapał.

Mamy lato 2016 roku. I okazuje się - co tu dużo kryć - że zbrodnia popłaca! Patrizia powinna przecież jeszcze siedzieć i zajmować się czesaniem fretki, wynegocjowanej z naczelnikiem więzienia, a tymczasem uśmiecha się w reportażu w prestiżowym "Guardianie", pozując na tle srebrnej zastawy! Cieszy się wolnością od dwóch lat. A mogła i od pięciu, za grzeczne sprawowanie, tyle że odrzuciła pierwszą ofertę warunkowego wyjścia z paki, twierdząc, że nigdy w życiu nie pracowała i w pracy się nie widzi, więc woli zostać w więzieniu.

Zdjęcie

W jednym tylko roku w różnych sądach potrafiło się toczyć osiemnaście spraw dotyczących klanu Guccich. Gazety zmuszone były publikować drzewa genealogiczne rodu. Inaczej czytelnicy by się w tym nie połapali /East News
W jednym tylko roku w różnych sądach potrafiło się toczyć osiemnaście spraw dotyczących klanu Guccich. Gazety zmuszone były publikować drzewa genealogiczne rodu. Inaczej czytelnicy by się w tym nie połapali
/East News

Drugą propozycję już przyjęła. Wyszła i zatrudniła się jako konsultantka w biżuteryjnej firmie Bozart. W tej samej, która przyozdabiała legendarną Krystle z "Dynastii". "Lata 80. były wspaniałe! Szalała korupcja i wszyscy szastali gotówką!", rozmarza się w reportażu właściciel Bozartu, co tłumaczy, dlaczego tak łatwo dogadał się z Patrizią.

Ona sama skarży się, że jest biedna, choć ma dwie, mieszkające w Szwajcarii, obrzydliwie bogate córki, które po zabitym ojcu odziedziczyły fortunę. I, ku uciesze paparazzi, robi zakupy na Via Montenapoleone. Przede wszystkim jednak Patrizia nadal utrzymuje, że jest niewinna, bo zawsze kochała Maurizia. Choć chyba jedno nie wyklucza drugiego. Patrizii wymsknęło się przecież w jednym z wywiadów, że zatrudniła płatnego mordercę tylko dlatego, że sama ma kiepski wzrok i nie chciała chybić. Potem mówiła, że żartowała...

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Michał Zaczyński

Grazia

Zobacz również

  • Zrobieni na szaro

    "Nasze życie jest okropnie szare. Nawet taksówki w mieście są szare. Ubrania wasze, was, nieszczęsnych mężczyzn, są parodią barwy. Szarość, szarość, szarość! W tym szarym świecie miasta i... więcej