Mój wybór, mój styl - mówi w reklamie Vistuli Robert Lewandowski, odbijając piłkę w szykownym czarnym garniturze, koszuli z mankietami na wytworne spinki i czarnym jedwabnym krawacie. Wygląda jak milion dolarów.

Zdjęcie

Robert Lewandowski dzięki udziałowi w reklamie Vistuli stał się kandydatem na nową ikonę mody. /Piotr Bławicki /Reporter
Robert Lewandowski dzięki udziałowi w reklamie Vistuli stał się kandydatem na nową ikonę mody.
/Piotr Bławicki /Reporter

Nic dziwnego, że media rozpisują się o nim jako o kandydacie na nową ikonę mody. To, że nią będzie, ma jak w banku. Jest przecież piłkarzem, a to najbardziej pożądana przez świat mody profesja.

Jak to się stało, że futbol, gra tak męska w najbardziej konserwatywnym tego słowa znaczeniu i mało mająca wspólnego z powściągliwością, dyskretnym chłodem, manierami i tym podobnymi częściami składowymi elegancji, stał się jednym z głównych - nomen omen - graczy we współczesnej modzie? Dlaczego to właśnie piłkarze, cytując samego Giorgio Armaniego, stali się największymi trendsetterami na świecie? I skąd ich pociąg do szytych na miarę smokingów, efektownych dodatków, drogich gadżetów?

Reklama

Trzeba by się cofnąć do roku 1990. To właśnie wtedy nastąpił mariaż piłki nożnej i stylu, a stało się to w kolebce wszystkiego co ładne i przyjemne, czyli we Włoszech. Tak przynajmniej twierdzi Stella Bruzzi w eseju "The Italian Job" (włoska robota). Od mistrzostw świata w piłce nożnej, słynnej Italii ’90, futbol stał się jednym z elementów stylu życia, a nie tylko sportu. To wtedy kobiety po raz pierwszy zwróciły nań uwagę. Ba, zasiadły przed telewizorami. Pomogły, oczywiście, słynne łzy Gazzy, czyli Paula Gascoigne’a, Anglika, który po otrzymaniu żółtej kartki w meczu z Niemcami po prostu rozpłakał się, co rozczuliło niewieście serca. Ale wpływ na nagłą popularność piłki nożnej wśród kobiet (oraz tych spośród mężczyzn, którzy widzieli w niej tylko mało finezyjną męczarnię jedenastu ganiających za piłką facetów) miały też inne elementy.

Takie jak "Nessun Dorma" z opery Pucciniego, które w wykonaniu Luciano Pavarottiego stało się hymnem mistrzostw, oraz elegancko ubrana publika. Futbol był dotąd rozrywką klasy robotniczej, a we Włoszech nagle okazało się, że kibicują mu starannie uczesani i wymodelowani przystojniacy w mistrzowsko skrojonych garniturach. To spodobało się kobietom. Piłkarze zaś, widząc, że kibicują im już nie tylko spoceni faceci, ale i miliony kształtnych piękności, poczuli motywację, by zająć się swoim wyglądem i zainteresować modą.

Z wzajemnością. Świat mody zrozumiał, że rozgrywki piłkarskie mogą być niemal tak ważne jak Oscary. I tak, brytyjski "Esquire" opublikował serię artykułów ozdobionych sesjami mody z udziałem piłkarzy w strojach od Gucciego, Zegny, Valentino czy Versace. Anglików i Francuzów (wymiennie, na szczęście) zaczął na Euro ubierać jeden z najsłynniejszych brytyjskich kreatorów Paul Smith. Piłkarzami z Liverpoolu zajął się Giorgio Armani. Ubrani w białe garnitury z linii Emporio Armani zyskali nawet ksywkę Spice Boys, co było aluzją do popularnego wówczas girlsbandu Spice Girls, z którego wywodzi się późniejsza żona Davida Beckhama.

Zdjęcie

Reprezentacja Polski w garniturach Vistula /Grazia.pl / materiały prasowe
Reprezentacja Polski w garniturach Vistula
/Grazia.pl / materiały prasowe

Wreszcie pojawił się i sam Beckham. Niegdyś najsłynniejszy metroseksualny mężczyzna świata (dziś, z racji brody, drwaloseksualny) zaczynał w nie najlepszym guście. Przestylizowany, przesadnie opalony, potrafił nawet złamać klubowy regulamin, by zamiast nabierać sił przed Premiere League, bawić na londyńskim tygodniu mody, za co zresztą zapłacił 50 tysięcy funtów kary. Na przestrzeni lat Beckham reklamował bieliznę, ubrania i perfumy, przykuwał uwagę uczesaniem (choć to akurat nic dziwnego, zważywszy, że fryzjerką z zawodu jest jego matka) i rozkręcał sprzedaż sygnowanych swoim nazwiskiem koszulek i butów, co przyniosło mu miliard funtów zysku. Wyrobił się.

Jak pisze prestiżowy brytyjski dziennik "Guardian", w 2000 roku Beckham symbolizował wszystko, co najgorsze w zachodniej kulturze - narcyzm, celebryctwo i ostentacyjne bogactwo, by dziesięć lat później kojarzyć się z ciężką pracą, filantropią i wartościami rodzinnymi. Dziś Beckham przoduje w rankingach najlepiej ubranych celebrytów świata, ale kolejka do tego tytułu jest długa. Messi nosi czerwony smoking od Dolce & Gabbana. Cristiano Ronaldo połyskuje garniturami od Dsquared2, a po ich zdjęciu bielizną własnej marki CR7. Hidetoshi Nakata pracuje na kilka etatów: jest modelem, inspiracją dla projektantów oraz redaktorem poświęconego stylowi magazynu "Monocle".

Dziwne? Ani trochę. "Piłkarze na ogół interesują się modą. Osobiście przykładam dużą wagę do ubrań, dlatego dzisiejszy dzień jest dla mnie wyjątkowo przyjemny", mówił Mesut Özil z londyńskiego Arsenalu w trakcie sesji zdjęciowej dla magazynu "GQ", w szytym na miarę garniturze Lanvin.

Ten sam magazyn w pierwszej dziesiątce najlepiej ubranych celebrytów ostatniego roku umieścił też... Beckhama juniora, trzynastoletniego Romea. Co pokazuje kierunek na przyszłość.


GRAZIA 5/2016

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Michał Zaczyński

Grazia

Zobacz również

  • Na ratunek suchej skórze

    W marzeniach jędrna i świetlista, w rzeczywistości – napięta, matowa i z widocznymi zmarszczkami. O tym, w jakie preparaty i zabiegi najlepiej inwestować, by przynieść ulgę suchej skórze,... więcej