Moda i ksenofobia? To się wyklucza. Francja jest tego najlepszym przykładem.

Zdjęcie

Fundamenty paryskich domów mody i potęgę francuskiego szyku w znacznym stopniu zbudowali cudzoziemcy./ Pokaz Chanel /Getty Images
Fundamenty paryskich domów mody i potęgę francuskiego szyku w znacznym stopniu zbudowali cudzoziemcy./ Pokaz Chanel
/Getty Images

Rezerwa względem obcokrajowców szukających szczęścia w Paryżu byłaby nielogiczna i niepatriotyczna, bo to cudzoziemcy w znacznym stopniu zbudowali fundamenty domów mody i potęgę francuskiego szyku. Potęgę całkiem wymierną. Francuskie ministerstwo gospodarki ogłosiło niedawno, że luksusowa moda, wespół z kosmetykami i kosztownymi utensyliami, to trzecia najbardziej dochodowa branża eksportowa kraju.

Początki nie należały do łatwych. Pierwszą wpływową postacią paryskiej mody była nieszczęsna Maria Antonina, z pochodzenia Austriaczka. Ta miłośniczka brylantów, kapeluszy i toalet zdolna była każdą sumę wydać na stroje i ozdoby, czym nakręciła koniunkturę na ekskluzywne rzemiosło i zapewniła rozkwit modowej branży. Ta zbytkowność, niestety, zaprowadziła królową na szafot, ale rozpieszczeni przez nią rzemieślnicy i artyści zrobili wszystko, by rozpędzonej konsumpcji luksusowych dóbr na dworze nie dało się już zatrzymać. Udało im się to nader łatwo - żona następnego władcy, cesarzowa Józefina (niby Francuzka, lecz urodzona na dalekiej Martynice) Marię Antoninę mogłaby zawstydzić. Źródła podają, że miewała siedemset par butów i pięćset sukni.

Reklama

Stały popyt na stroje zapewniła też żona Napoleona III Bonapartego Eugenia, arystokratka hiszpańsko-szkocka z Grenady. Wylansowała kosztowne turniury, ale jej życiowym osiągnięciem jest ufundowanie haute couture. To Eugenia bowiem wypromowała pierwszego w historii mistrza wysokiego krawiectwa Charlesa Wortha, Anglika, który w połowie XIX wieku otworzył w Paryżu dom mody i w złotym okresie biznesu - prowadzonego zresztą do spółki ze Szwedem - zatrudniał nawet tysiąc dwustu pracowników.

Trudno jednak, żeby było ich mniej, skoro Eugenia na samo tylko otwarcie Kanału Sueskiego zażyczyła sobie 250 sukien z jego atelier. W XX wieku obcym projektantom poszło w Paryżu jak z płatka. Markę francuskiej modzie wyrabiała m.in. Włoszka Elsa Schiapparelli zafascynowana surrealizmem à la Salvador Dali (para współpracowała zresztą przy kilku projektach) oraz Hiszpan Cristobal Balenciaga, zwany przez przez Christiana Diora - "mistrzem dla wszystkich pozostałych".

Oczywiście prawdą jest, że to Chanel i Dior, rdzenni Francuzi, pozostają najbardziej prominentnymi postaciami mody ubiegłego wieku. Tyle że Chanel karierę zawdzięczała m.in. naszej rodaczce Misi Godebskiej, kluczowej postaci paryskiej socjety, która odkryła projektantkę i wprowadziła ją na salony, a przy okazji zapewniła stały dopływ gotówki (a konkretniej: niebotycznej fortuny), namawiając Coco do produkcji rozchwytywanych do dziś perfum N°5. W kwestiach samego projektowania Chanel najwięcej zawdzięczała angielskiemu narzeczonemu Hughowi Grosvenorowi, księciu Westminsteru, na którego garderobie wzorowała swoje wynalazki.

Ślady jej kariery prowadzą też do stu hafciarek z rosyjskiej arystokracji, które po rewolucji październikowej uciekły do Paryża i zatrudniły się u księżnej Marii Pawłowny w Domu Haftów Rosyjskich Kitmir, pracując m.in. nad kolekcjami Chanel. Po śmierci Coco o jej legendę zadbał Karl Lagerfeld, było nie było - Niemiec.

Cudzoziemcy zapewnili nieśmiertelność także Diorowi. Po dekadach, kiedy jego domem mody rządzili Francuzi - choć i tak urodzeni we Włoszech (Pierre Cardin) i Algierii (Yves Saint Laurent) - stanowisko głównego projektanta objęli kolejno: Włoch (Gianfranco Ferré), Anglik (John Galliano) i Belg (Raf Simons). Paryską modę lat 60. XX wieku obok Saint Laurenta definiował Hiszpan Paco Rabanne, zachwycając glob wizją człowieka nowej ery gotowego do podboju kosmosu w kombinezonach z syntetyków, PCV i metalu. Kolejne dekady to m.in. pół Rosjanka i pół Rumunka Sonia Rykiel, zwana królową dzianin, żywiołowy i barwny Claude Montana (pół Niemiec, pół Katalończyk) oraz powściągliwy Yohji Yamamoto i plejada kreatorów z Japonii.

Największy wysyp obcokrajowców nastąpił w ostatnich dekadach, kiedy przejęli oni w zasadzie wszystkie najznakomitsze paryskie domy mody. Do Lagerfelda czy Galliano dołączyli Stefano Pilati z Włoch (u Saint Lurenta), Brytyjczyk Alexander McQueen (u Givenchy), Amerykanie Marc Jacobs (u Louisa Vuittona) i Alexander Wang (u Balenciagi; dziś we władaniu Gruzina Demny Gvasalii) oraz Izraelczyk Alber Elbaz (u Lanvin).

Jeśli dodać, że paryski tydzień mody wypełniają Belg Dries Van Noten, Cypryjczyk Hussein Chalayan, włoskie tuzy Valentino i Miu Miu, Holenderka Iris Van Herpen, Hindus Manish Arora, francuska moda okazuje się modą międzynarodową i różnokulturową. Nie bez powodu w Paryżu otwarto w 2015 roku wystawę Fashion Mix pokazującą wkład w tamtejsze krawiectwo przybyszy z innych krajów- od kreatorów po szwaczki. Wrogość względem obcych byłaby więc wrogością względem siebie samej. Co przekłada się na wszelkie inne dziedziny i aspekty życia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Michał Zaczyński

Grazia

Zobacz również

  • Wybaczam, jak to trudno powiedzieć

    Czy rodzicom można wybaczyć surowość, byłemu mężowi brak miłości, a sobie samemu złe decyzje? O najważniejszym życiowym wyzwaniu rozmawiamy z Agatą Młynarską, Wojciechem Błachem i Małgorzatą... więcej