Ależ byliśmy kiedyś źle ubrani. I jacy biedni. I w sumie po prostu brzydcy. W każdym razie dużo brzydsi niż obecnie.

Zdjęcie

Agnieszka Osiecka i Hanna Bakuła /Marek Zieliński /East News
Agnieszka Osiecka i Hanna Bakuła
/Marek Zieliński /East News

Na TVP Kultura powtarzają teraz "100 pytań do...", stary program Jedynki. Trafiłem na taki z 1989 roku. Nagrywany chyba wiosną, bo choć publiczność w swetrach, ciężkich garniturach i nierzadko kozakach, to na stole obok spikerki intensywne barwy kwiatów, a na nogach jednej z kobiet na widowni - żółte spodnie. Jesienią ludzie nie noszą tego koloru. Ani teraz, ani tym bardziej wtedy. Gościem jest Agnieszka Osiecka. W zielonym golfie, zamszowej ni to kurtce, ni to marynarce i w zadziwiająco akurat współczesnym naszyjniku, z dużą sową. Zgodnie z nazwą i formułą programu jakieś sto pytań zadaje jej publiczność złożona z samych dziennikarzy. Moi koledzy i koleżanki po fachu, można powiedzieć. Niektórych nawet rozpoznaję; pracowałem z nimi półtorej dekady później, gdy zaczynałem w tym zawodzie.

Pytania jak pytania. Odpowiedzi - ciekawe. Intrygujące balansowanie Osieckiej między skromnością a uderzającą pewnością siebie, ujawnianą zazwyczaj przy pytaniach głupich, zadanych zarówno z przymilnego podziwu dla poetki, jak i z braku pomysłu na lepsze.

Reklama

Rozprasza jednak wygląd audytorium. Panowie w krawatach szerokich niczym śliniaki, z zaczeskami i brzuszkami. Panie w pensjonarskich trykocikach, tandetnych kolczykach i w trwałych ondulacjach. Obie płci szare na twarzach, smutne. Denka od butelek w roli okularów. I tyle w temacie mody. A to przecież możliwie najbardziej modowa, bo telewizyjna, elita PRL! Schyłkowej, to fakt, ale telewizja nadal jeszcze była tubą reżimu, a ten chciał, by naród wierzył w to, co ogląda. Czyli że w kraju jest bogato i relatywnie światowo.

Kiedy na nich patrzyłem, przypomniało mi się, jak do 305, mojej ursynowskiej podstawówki, zawitała mniej więcej w tamtym właśnie czasie ekipa kręcąca program dla młodzieży. Muzyczny. Jakaś Dyskoteka Pana Dżeka albo coś na wzór listy przebojów w MTV, już wtedy przez nielicznych oglądanego na satelicie. Ekipa w asyście wicedyrektora krążyła po klasach i wybierała spośród nas, jedenasto-, dwunastolatków, takich, co robiliby w programie za tłum. Casting przeszli ci fajni, zachodnio ubrani, w dekatyzowanych dżinsach. Mnie nie wybrano. Trochę było mi przykro, ale niektóre pominięte dziewczyny popłakały się, nagle sobie uświadamiając swoją szpetotę i nędzę.

Telewizja zatem pilnowała, by widz na ekranie oglądał modne ciuchy. I dziennikarze maglujący Osiecką też byli jakoś tam szykowni. Tyle że pojęcie owego szyku było wówczas całkowicie inne. Na tle transformacji w 2016 roku jawimy się więc jako społeczeństwo zadbane. Dlatego na hasło "jak ubierają się Polacy?", które do szału - z racji częstotliwości jego padania - doprowadza ludzi zajmujących się stylem i modą, należałoby wyłącznie odpowiadać: świetnie. Że owszem, jest jeszcze nieco do zrobienia, ale spójrzmy, co za zmiany.

Polscy mężczyźni chodzą już do dobrego fryzjera i znają więcej typów cięć niż "na krótko" lub "tak, jak było". Kobiety przestały wypalać włosy ondulacją, tak jak rolnikom zakazano wypalania traw. Coraz częściej wyglądamy na mniej lat, niż mamy. Marynarki nie spadają nam już z ramion, spodnie z tyłków, a szminka nie żyje własnym życiem, tylko podkreśla powab ust. Obcasy i zęby mamy prostsze. Pachniemy milej. Trymujemy zarost, regulujemy brwi, nie cerujemy palt. I nawet na proszonych urodzinach gospodarz domu już rzadko każe nam zdjąć buty, wręczając stare kapcie. Awansowaliśmy, wyładnieliśmy, podszykowaliśmy się.

Publiczność "100 pytań do..." pewnie nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo odstaje od dzisiejszych nas. A niekiedy i dzisiejszych nich. Wiedziała już jednak całkiem dobrze, że coś nie tak jest z samą Osiecką. Pod koniec programu bardzo znana dziś dziennikarka, z kitką związaną gumką i w szarym swetrze w brązowo-czarny wzór, spytała, czy poetka przejmuje się tym, że choć nigdy nie jest krytykowana za twórczość, to często wypomina się jej niemodne ubranie. Osiecka żachnęła się i wspomniała o już wówczas pojawiających się, fałszywie - jej zdaniem - i pozornie tylko dowcipnych rankingach najgorzej ubranych znanych Polaków.

- Zawsze umieszczają w nich Pendereckiego, Wajdę i mnie - rzekła. Trochę z żalem, bardziej zaś ze zdumieniem, że przez tak błahy pryzmat można oceniać człowieka. Pod tym względem nie awansowaliśmy ani nie podszykowaliśmy się. Nie jesteśmy może już biedni, brzydcy i niemodni, ale nie jesteśmy też ani odrobinę mądrzejsi. O tym, kogo postrzegamy dziś jako znanego, już nie wspominając.

GRAZIA 8/2016

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Michał Zaczyński

Grazia

Zobacz również

  • Moda w służbie futbolu

    Mój wybór, mój styl - mówi w reklamie Vistuli Robert Lewandowski, odbijając piłkę w szykownym czarnym garniturze, koszuli z mankietami na wytworne spinki i czarnym jedwabnym krawacie. Wygląda jak... więcej