Koniec świata przyszedł niespodziewanie pewnego jesiennego dnia w wyniku decyzji działu marketingu pewnej gazety dla panów. Mowa oczywiście o tym, że redakcja "Playboya" zamierza zaniechać dalszego publikowania zdjęć nagich kobiet.

Zdjęcie

Paulina Młynarska /Łepecki Michał /AKPA
Paulina Młynarska
/Łepecki Michał /AKPA

Sprawa jest na tyle poważna, że wszystkie światowe serwisy informacyjne poświęciły jej miejsce i czas. "Coś pękło, coś się skończyło", zdają się mówić (cytując słynne słowa Jacka Żakowskiego) zasnute smutkiem oczy męskiej części komentatorów. Jeden z nich, aktor Jan Nowicki, stwierdził nawet w głównym wydaniu Faktów TVN, że to "koniec świata". A że u nas koniec epoki zwykli ogłaszać aktorzy, sprawę należy potraktować poważnie.

Zadumałam się. I jak to zwykle bywa w chwilach pożegnań i bilansów, sięgnęłam pamięcią do swego pierwszego spotkania z "Playboyem" w roku 1977. Byłam w pierwszej klasie podstawówki i nie miałam zielonego pojęcia o tym, że widok gołej babki może być jakkolwiek ekscytujący. Moja mama kąpała się przy mnie na golasa, a jej przyjaciółki opalały toples na Mazurach i w Jastarni, gdzie jeździliśmy na rodzinne wakacje. Jeszcze nie odkryłam grzesznej przyjemności zabawy w lekarza, jeszcze nie wiedziałam, co to erotyczny dreszcz. Za to jak każdy dzieciak w tym wieku byłam wścibska i uwielbiałam myszkować po szafkach i schowkach pod nieobecność rodziców.

Reklama

I tak pewnego dnia, grzebiąc wśród szpargałów zgromadzonych na strychu, trafiłam na dwa mocno sfatygowane egzemplarze legendarnej gazety z gołą babą na okładce. Zatkało mnie. Jaaaaa! Ale ma cyyyce!

Playmate z rozkładówki można było podziwiać nie tylko w rozkraczonych, mocno pochylonych pozycjach, co pozwoliło mi po raz pierwszy w życiu zapoznać się z budową anatomiczną tego, co sama miałam między nogami, ale też można było zobaczyć jej zdjęcia z dzieciństwa. Patrzyłam na pucołowatą buźkę tej dziewczynki z Minnesoty czy innego Kansas, a potem na zmrużone oczy seksbomby ze zdjęcia obok i powoli zaczynałam rozumieć, że w jakiś dziwny sposób ona to mogę być ja. I odwrotnie. W ten sposób wyrobiłam sobie pogląd na to, jakich kobiet pożądają mężczyźni. A że dorośli nigdy ze mną na TE tematy nie rozmawiali, uznałam, że ich pragnienia ograniczają się do TEGO I TYLKO TEGO. Nikt mi nie wytłumaczył, że życie oraz seks są zjawiskami nieco bardziej złożonymi niż to, co komunikuje nam "Playboy".

Wyjaśnianie tego nieporozumienia zajęło mi lata. Dopiero jako dorosła kobieta pojęłam, że moje ciało, aby się podobać, wcale nie musi spełniać kryteriów z "Playboya". Że nie muszę też specjalnie się starać, że mogę nie mieć ochoty na seks albo przeciwnie - mieć, ale za to w szarym wyciągniętym tiszercie, grubych skarpetach i z katarem. Dziś myślę, że to przedwczesne zderzenie z Playboyem wyrządziło mi krzywdę. Sądzę też, że dorabianie filozofii i prestiżu do nagich sesji gwiazd, doczepianie kobietom króliczych uszu i ogonów jest beznadziejne. Podobnie jak stawianie na piedestale założyciela gazety Hugh Heffnera, który co kilka lat bierze sobie nową - o kilkadziesiąt lat młodszą - żonę.

Co z tego, że do "Playboya" pisują najlepsi autorzy, a artystyczny poziom zdjęć rzeczywiście był zawsze wysoki, skoro za tym stoi paskudny męski szowinizm, sprowadzający nas - kobiety - do roli erotycznych zabawek? Czy to znaczy, że cieszę się z decyzji o zaprzestaniu publikacji zdjęć gołych bab w "Playboyu"? Wcale nie. Decyzja ta została bowiem podjęta z bardzo złych powodów. Nie dlatego, że ktoś tu coś zrozumiał i nie chce brać dłużej udziału w sprowadzaniu żeńskiej części świata do roli królików. "Playboy" zrezygnował z nagich sesji, ponieważ internet jest pełen darmowej twardej pornografii i banalnie wypięte rozkraczone kobiety już nikogo nie kręcą ani nie podniecają.

Obecnie, żeby zrobić wrażenie na koneserach tematu, trzeba pokazać seks ze zwierzętami, ekskrementami, wiązaniem i poniżaniem. Albo przynajmniej w wieloosobowych konfiguracjach. I tylko jedno się nie zmieniło. Kobieta w tych produkcjach jak była, tak jest dokładnie na miarę męskich fantazji. Młoda, długowłosa, z wielkimi zrobionymi piersiami, tipsami, wygolona, wymalowana, opalona i napalona na wszystko, czego Mr. Samiec sobie życzy.

Nie zmieniło się jeszcze jedno. Dzieci nadal lubią myszkować. Jak nie na strychu, to w internecie. Skoro trzydzieści parę lat temu wypięta naga playmate wywarła na mojej siedmioletniej osobie tak ogromne wrażenie, to co się musi dziać w psychice dzisiejszego dziecka w tym wieku, które ogląda porno w internecie? A ogląda, nie miejmy złudzeń. Chyba jednak wolałam "Playboya".

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Paulina Młynarska

Grazia

Zobacz również