Marta Frej, malarka i ilustratorka, autorka przezabawnych i mądrych memów, które od jakiegoś czasu szturmem zdobywają nasze profile na FB, powiedziała ostatnio w wywiadzie dla jednej z gazet słowa, które mocno dały mi do myślenia: "Nikt nie ma na mnie wpływu". "O kurczę, grubo", pomyślałam.

Zdjęcie

Paulina Młynarska /Kurnikowski /AKPA
Paulina Młynarska
/Kurnikowski /AKPA

Zaczęłam się zastanawiać, jak to jest ze mną. Przeskanowałam swoją drogę, poczynając od punktu wyjścia - czyli od gniazda, w którym wyrosłam, aż po chwilę tu i teraz, kiedy piszę te słowa. Wróciłam do punktów zwrotnych, drogowskazów, towarzyszy i towarzyszek wędrówki i starałam się odpowiedzieć na pytanie, kto z nich miał i ma na mnie realny wpływ. Na początku drogi sprawa jest dość oczywista. Jest wpływ rodziców i ich oczekiwania. Moje pragnienie bycia zauważoną. Choćby nawet przez bycie wrzodem na tyłku rodziny. Ucieczka z domu - młodzieńczy bunt. Zakwestionowanie wyniesionej z domu religii, poglądu na równość płci i wielu przekonań politycznych.

Kiedy opadł kurz mojej pierwszej wielkiej wojny wewnętrznej o niezależność myślenia, okazało się, że jednak zostały przy mnie przekazane mi w domu wartości. Te najbardziej podstawowe, jak uczciwość i szacunek dla pracy. Jednak ja szłam już własną drogą. Co jakiś czas spotykałam na niej ludzi, którzy byli jak kamienie milowe. Nauczyciele przysłani mi przez Opatrzność. Podsuwali mi książki i idee, uczyli zadawania niewygodnych pytań, a potem znikali.

Reklama

Mojego najważniejszego życiowego mentora, którego myślenie do dziś wywiera na mnie wpływ, zabrała przedwczesna śmierć. Do dziś ogromnie za nim tęsknię i często zastanawiam się, co by powiedział o moim pisaniu, jak skrytykowałby kolejne pomysły na siebie. Bardzo mi go brakuje.

Inni znikali z pola widzenia, ponieważ moje życie przypomina rwącą górską rzekę z niebezpiecznymi przełomami - rwie do przodu i ciągle się zmienia. Redaktorzy we francuskim radiu France Culture, którzy uczyli mnie zawodu i uważali moją nietypową zawodową ścieżkę za zaletę, a nie upośledzenie. Duchowi mistrzowie spotykani w podróżach. Bohaterowie i bohaterki moich programów i tekstów. Długo by wymieniać. A dziś? Dziś często słyszę, że jestem odważna. A ja tylko mówię i piszę to, co myślę. Zawsze byłam typem zaangażowanym. Nudzę się w mieszczańskim ciepełku. Ale odważna? Zupełnie tego nie rozumiem. Aby być odważną, trzeba czuć zagrożenie. Co to za odwaga powiedzieć, co się myśli, niczego nie ryzykując?

Wracam do Marty Frej. Do jej poczucia wolności. Myślę, że i ja mam to szczęście, że mogę dziś śmiało powiedzieć, że w sferze zawodowej nikt nie ma na mnie wpływu. W tym sensie, że nikt nie może mnie pozbawić środków do życia, bo nie spodobają mu się moje poglądy, gęba albo pióro. Można oczywiście wywalić mnie z pracy, ale gdy się ma 10 różnych prac, nic wielkiego się nie stanie. Tylko uwaga: żeby mieć tych 10 prac, trzeba strasznie ostro zasuwać. Nieustannie wymyślać siebie od nowa, proponować, sięgać po nowe rozwiązania. Jak w małpim gaju: jedną ręką trzymasz się jeszcze starej gałęzi, ale drugą już chwytasz nową. I w tym kołowrocie, w tym młynie, w tym pędzie, jest niezależność. A kluczem do niej są, wybaczcie, pieniądze.

Trudno o niezależność myślenia, kiedy się siedzi u kogoś w kieszeni. Kobiety, zwłaszcza młode, niechętnie o tym rozmawiają. Od dziecka wpaja się nam bowiem, że mamy sobie "ułożyć" życie. Znaleźć partnera, urodzić dzieci, prowadzić dom i się nie wychylać. Nie chcieć za dużo, nie sięgać zbyt wysoko. Skutek jest taki, że ogromna rzesza twórczych, utalentowanych albo wręcz wybitnych kobiet zadowala się byle jaka pracą i nawet nie próbuje poszukać własnej, niezależnej od wpływu rodziny i oczekiwań społecznych drogi.

Ileż to razy słyszę od trzydziestolatek, że czegoś nie zrobią, bo mama lub tata. Dorosłe kobiety, matki dzieciom! Nie namawiam nikogo do zrywania więzi z rodziną ani do odrzucania autorytetów. Namawiam do ciężkiej pracy, do przedsiębiorczości, do stawania mocno na własnych dorosłych nogach. Namawiam do nieuciekania w macierzyństwo. Znam setki fantastycznych pracujących matek, których dzieciom nie dzieje się żadna krzywda. Namawiam do szukania lepiej płatnej roboty, do oszczędzania pieniędzy, do rozwijania własnych zainteresowań, nawet jeśli szef, mąż czy dzieci mieliby uśmiechać się pod nosem.

Nie wiem, kto ma na ciebie wpływ: czy jest to tatuś tyran, czy koleżanka snobka, która cię wpędza w kompleksy swoimi drogimi ciuchami. Wiedz, że ktokolwiek to jest, masz prawo zakwestionować to, co proponuje, i sama zadecydować, co jest dla ciebie ważne. Trzymam kciuki!

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Paulina Młynarska

Grazia

Zobacz również