Każda z nas niczym mama kangurzyca nosi w wewnętrznej kieszeni małe dziecko. Siebie dziewczynkę. Noszę i ja.

Zdjęcie

Lolcia przez wiele lat dwoiła się i troiła, by choć raz usłyszeć bezwarunkową pochwałę /©123RF/PICSEL
Lolcia przez wiele lat dwoiła się i troiła, by choć raz usłyszeć bezwarunkową pochwałę
/©123RF/PICSEL

Poznajcie ją - oto Lolcia. Ma jakieś osiem lat, bo wtedy zaczyna się w miarę ciągły zapis w mojej pamięci. Włosy i piegi ma takie jak ja teraz i podobnie się ubiera - nosi dżinsy, koszulki i trampki. Lubi robić dziesięć rzeczy naraz, chodzi (a właściwie biega) własnymi ścieżkami, pochłania po kolei wszystko, co stoi w bogatej domowej bibliotece. Zabiera książki na strych i na dach, gdzie ma swoje "skrydy", albo czyta, bujając się w hamaku.

Lolcia, niestety, niczego nie kuma w szkole. Nie jest w stanie się skupić. Usiedzieć w ławce nie może, chciałaby biegać, skakać i się huśtać. Kiedy siedzi nieruchomo, wędrują po niej "prądy". Stara się wbić do głowy zasady ortografii, ale kiedy przychodzi dyktando, dłoń ściskająca długopis robi, co chce: pisze słowa od końca, literami kulfonami, z których połowa przypomina własne lustrzane odbicie. Nie lepiej jest z cyferkami. Widok równania matematycznego powoduje u niej atak paniki. Dziś przy odrobinie szczęścia Lolcia znalazłaby się pod czujną opieką jakiejś dobrej poradni pedagogiczno-psychologicznej, gdzie szybko i sprawnie nazwano by jej problemy i próbowano im zaradzić.

Reklama

Jakiś mądry wyrozumiały Dobry Opiekun zostawiłby może na taśmie mojej pamięci ślad, ścieżkę dźwiękową, do której można by wracać w chwilach zwątpienia, a która brzmiałaby tak: "Lolciu, jesteś trochę inna niż reszta kolegów i koleżanek, potrzebujesz trochę inaczej się przymierzać do nauki pewnych rzeczy, ale to nie znaczy, że nie jesteś mądra! Zobacz, ile książek już przeczytałaś! Wspaniale się wspinasz i jak szybko biegasz! Masz dobre serce i świetne pomysły. Jesteś superdziewczynką!".

Niestety, kiedy byłam Lolcią, takie problemy z nauką jak moje wywoływały zgoła inny rodzaj reakcji. "Debil! Nic z ciebie nie będzie! Siadaj, dwója. Skup się i myśl, ty cholerny durny nieuku! Skąd ty się wzięłaś u TAKICH rodziców, kretynko?". Itd. itp. do upojenia się władzą i przewagą nad skulonym dzieciakiem, który nic z tego nie rozumiał, bo przecież naprawdę się starał. Dzięki takiemu gadaniu w moim wewnętrznym oprogramowaniu pojawił się Krytyk Wymagacz, który natychmiast zaczął zdobywać teren. Jego specjalność: walenie Lolci młotkiem po łbie i trzymanie sztamy z każdym, kto ją chciał zbesztać lub źle ocenić.

Krytyk Wymagacz tak się rozgościł, że ani się obejrzałam, a nie było już takiej dziedziny życia, w której byłabym z siebie chociaż trochę zadowolona. Nigdy niczego nie robiłam dość dobrze. Nigdy dość dobrze nie wyglądałam. Nigdy dość mądrze się nie wypowiadałam. Im bardziej się starałam, tym głośniej opieprzał mnie rozpanoszony w moim wewnętrznym świecie Krytyk.

Nie wiem jakim cudem, ale mimo powyżej opisanych trudności Lolcia jednak poradziła sobie w życiu. Jak każdy, kto ma trochę inaczej, szła własnymi krętymi ścieżkami, często błądziła, zawracała, ale jednak wyszła na prostą. Musiała mieć strasznie mocny charakter, żeby wytrzymać nieustanne zrzędzenie, nieopuszczającego jej na krok Krytyka. Jednak kiedy dorosła, jej dom stał się miejscem, które nigdy nie było dość ładnie urządzone i wysprzątane, praca dość dobrze wykonana, zarobki wystarczająco wysokie, dziecko wystarczająco zadbane. Choćbym nie wiem co osiągnęła i jak mistrzowsko pokonywała własne ograniczenia Krytyk Wymagacz pilnował, bym nigdy przenigdy nie była z siebie zadowolona. Usatysfakcjonowana. Spełniona.

Lolcia, którą nadal w sobie noszę, przez wiele lat dwoiła się i troiła, by choć raz usłyszeć bezwarunkową pochwałę. Bez skutku. Aż wreszcie pewnego dnia dobra wróżka psychoterapeutka dobrała się do kangurzej kieszeni, wyciągnęła Lolcię na powierzchnię, posadziła przede mną i kazała chwalić. W tej samej chwili tuż obok oszołomionej dziennym światłem dziewczynki wyrósł Krytyk. Terapeutka tylko na to czekała. Złapała go za twarz i kazała się zamknąć. A potem się okazało, że ja - całkiem już dorosła - mogę być dla małej Lolci świetnym Dobrym Opiekunem, którego jej kiedyś zabrakło.

Tym, który jej zawsze powie, że radzi sobie wspaniale, że może sobie odpuścić, że teraz czas na zabawę, dobre jedzenie i sen. Że praca i lekcje nie zając. Że można sobie leżeć w hamaku z książką, bo to nieważne, czy wiedza wchodzi do głowy, kiedy się huśtamy, czy kiedy ślęczymy w ławce. Krytyk oczywiście nie zniknął. Nadal patrzy krzywym okiem i coś mamrocze pod nosem. Ale Lolcia i ja trzymamy go na dystans. Niech sobie wymaga sam od siebie. My wyglądamy wiosny!


Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Paulina Młynarska

Grazia

Zobacz również

  • Doładuj włos!

    Chodzisz na siłownię, żeby wzmocnić mięśnie ciała, ale być może zapominasz o wzmocnieniu własnych włosów? Zadbaj o nie z kosmetykiem nowej generacji - L'biotica REPAIR THERAPY BOOSTER. więcej