W ostatnich tygodniach cała Polska mogła zapoznać się z zapisem przemocy ze strony męża, jaki zamieściła w sieci Karolina Piasecka, żona radnego PiS z Bydgoszczy. Nie będę cytować straszliwych słów, którymi mężczyzna obrzucał żonę, ani opisywać wszystkiego, co jej robił. Nagrania i opisy są dostępne w sieci.

Zdjęcie

Nawet najtwardsza sztuka może wpaść w sidła psychopaty, przemocowca, albo osoby uzależnionej. A fakt ujawnienia przemocy jest aktem ogromnej odwagi /©123RF/PICSEL
Nawet najtwardsza sztuka może wpaść w sidła psychopaty, przemocowca, albo osoby uzależnionej. A fakt ujawnienia przemocy jest aktem ogromnej odwagi
/©123RF/PICSEL

Pani Karolina przeżyła ze swym katem 11 lat, zanim odważyła się od niego odejść i wystąpić przeciw niemu na drogę prawną. Jej adwokat przyznał w mediach, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie fakt, że jakieś uważne i empatyczne osoby w jej miejscu pracy zauważyły, że z kobietą dzieje się coś złego. Nieczęsto się zdarza, by ofiara, która latami trwała w układzie z katem, zdobyła się na tak ogromną odwagę. Ale się zdarza.

Kilka razy sama byłam świadkiem takich wyznań w programie "Miasto Kobiet", który przez wiele lat współprowadziłam na antenie TVN Style. Były to chwile niezwykle poruszające i pełne trudnych emocji. Utrzymywanie tajemnicy, kłamstwa i gra pozorów są dla ofiar domowej przemocy rutyną, od której odejście wydaje się zadaniem ponad siły. Chory układ kat - ofiara buduje się przez lata, a jego macki sięgają bardzo głęboko we wszystkie sfery życia. Z tego powodu ofiary przemocy najczęściej bywają kierowane na leczenie w grupach terapeutycznych.

Reklama

Specjaliści twierdzą, że nawykła do kłamstw i krycia sprawcy ofiara potrafi zmanipulować nawet bardzo doświadczonego terapeutę. Efekty życia w zastraszeniu, zakłamaniu i rozpaczy na przemian z chwilami, kiedy na chwilę robi się lepiej, a z ust sprawcy padają solenne obietnice poprawy, można porównać do prania mózgu. Możecie mi wierzyć, że nawet najtwardsza sztuka może wpaść w sidła psychopaty, przemocowca albo osoby uzależnionej. Na to nie ma mocnych. Wiem to. Sama jestem mocna, a dałam się wpuścić w ten kanał. Wychodzenie z niego zajęło mi lata.

Ujawnienie długo skrywanej przemocy jest dla ofiary aktem ogromnej odwagi, wręcz bohaterstwa, i często świadczy o tym, że właśnie uczyniła ona milowy krok ku zdrowiu. Pisze się o tym w gazetach, dyskutuje w telewizji, a księgarskie półki uginają się od poradników psychologicznych. A jednak reakcja ogromnej części komentujących, niestety zwłaszcza kobiet, na historie takie jak ta Karoliny Piaseckiej jest następująca: "Po co ona się w ogóle związała z takim facetem? Głupia kobieta!", "Ja bym takiego od razu zostawiła!". A mnie się nóż otwiera w kieszeni i tylko mruczę do siebie pod nosem: na tyle siebie znasz, na ile cię sprawdzono.

Po prostu uwielbiam te wszystkie panie "hejdoprzoduświetnebabki" z mediów społecznościowych, kawiarni i imprez towarzyskich, które na wszystko mają odpowiedź, zjadły wszystkie rozumy i prowadzą "w dechę" życie. Bez wątpliwości, bez zakrętów, gorszych okresów, ślepych uliczek i traum. Mogą gardzić każdą, której tak dobrze nie idzie. Sama sobie winna, idiotka! Już one wiedzą, jak się podnieść z depresji. Wiadomo, trzeba wziąć się garść! Jak wyjść z długów? Też wiadomo, trzeba się wziąć do roboty! Jak pozbyć się stosującego przemoc partnera? Ha, wiadomo, trzeba go po prostu rzucić! Ich wysoka samoocena jest niestety wprost proporcjonalna do prezentowanej ignorancji.

Kiedy sama byłam uwikłana w fatalne, chore związki, najbardziej na świecie bałam się oceny i wyroków ferowanych przez takie właśnie okrutne, pozbawione empatii baby. Dziś nie mogę uwierzyć, że mogłam przejmować się zdaniem takich osób. Ale właśnie na tym polega syndrom ofiary: człowiek liczy się z tym, co ludzie gadają, wstydzi i kłamie na potęgę. To może trwać latami. Może się nigdy nie skończyć, albo się skończyć tragicznie, o czym co rusz dowiadujemy się z serwisów informacyjnych.

Temat brutalnej przemocy w rodzinie i uwikłania jej ofiary w sieć kłamstw i grę pozorów doskonale pokazuje serial produkcji HBO "Wielkie kłamstewka". Warto go obejrzeć nie tylko dla doskonałego scenariusza i plejady kreacji aktorskich, ale po to, by zrozumieć, że po pierwsze, dla kogoś, kto przeżywa w domu prawdziwe piekło, nic nie jest proste ani czarno-białe. Po drugie zaś, że nawet najbliższe otoczenie ofiary bywa tak zajęte swoimi sprawami i tak nieuważne na to, co skrywa się między słowami, że nie domyśla się tragedii, jaka ma miejsce tuż obok.

W serialu jest tylko jedna kobieta, która ma oczy szeroko otwarte. Na tyle, by wyłapać subtelne sygnały i z impetem rzucić się drugiej kobiecie na ratunek w krytycznym momencie. Drugoplanowa postać, którą charakteryzuje jedna rzecz: ona nie osądza.

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Paulina Młynarska

Grazia

Zobacz również

  • Ile jesteśmy winni rodzicom?

    Starym rodzicom należy się szacunek, pomoc i opieka. Tak jednym tchem powie większość z nas. A co, jeśli poczucie obowiązku miesza się w nas z poczuciem krzywdy i żalem z dzieciństwa? Czy rodzice... więcej