Nie mogłam zaplanować tego, że moja nowa książka "Jeszcze czego!", w której dożylnie piszę o tym, jak w Polsce łamie się prawa kobiet, wmawiając im jednocześnie, że się je kocha, lubi, szanuje, ukazała się w TAKIEJ chwili. W chwili, gdy po raz pierwszy w historii polskie kobiety na serio wyszły na ulice w obronie swoich praw.

Zdjęcie

Paulina Młynarska /Baranowski /AKPA
Paulina Młynarska
/Baranowski /AKPA

Przeciw szaleństwu, które - jeśli wejdzie w życie - sprawi, że każda z nas po poronieniu prędzej trafi w ręce prokuratora niż do szpitala. Które nakaże nawet nieletnim dziewczynkom rodzić dzieci z gwałtu (a gwałcić potrafią tatuś, wujek i ksiądz proboszcz), donosić ciążę z ciężko uszkodzonym płodem i czekać na wewnętrzny krwotok, by usunąć ciążę pozamaciczną. Nie mogłam też zaplanować, że miła promocja w modnej warszawskiej knajpce, na którą hurmem ruszyli paparazzi żądni spotkania z moimi znanymi przyjaciółmi, przemieni się w mały polityczny wiecyk. Ale tak właśnie się stało.

Po wszystkim podeszła do mnie starsza pani, która mogłaby być moją matką, i nawrzeszczała na mnie, że gadam bzdury, w głowie mi się poprzewracało, a feministki to wredne suki, które nigdy nie zaznały prawdziwej miłości i dlatego obrażają wszystkich mężczyzn. Wysłuchałam tego spokojnie. Dla mnie to nic nowego.

Reklama

Tak się składa, że pokolenie naszych matek, które swobodnie i bez żenady korzystało z dobrodziejstw pełnej dopuszczalności przerywania ciąży, może się dziś pochwalić nadreprezentacją w szeregach tzw. obrońców życia. Czyli dokładnie tam, gdzie spotkamy również guru ruchów antyaborcyjnych doktora Bohdana Chazana we własnej osobie. Tego samego, który kilka dekad temu radośnie wykonywał zabiegi w swoim nad wyraz cenionym wśród pacjentek prywatnym gabinecie, inkasując niemałe sumki.

Dzisiejsze starsze panie dzielą się zasadniczo na te, które mają odwagę przyznać się do aborcji (że wymienię choćby Marię Czubaszek), i te, które się do niej nie przyznają. Gumka myszka poszła w ruch, szast prast, wymazujemy i piszemy historię od nowa. Zabieg przerwania ciąży był w PRL formą antykoncepcji. Dzisiejszym "obrończyniom życia", których młodość już dawno przeminęła z wiatrem, bardzo łatwo rzucać nam w twarz, że "trzeba chronić nienarodzone dzieciątka za wszelką cenę", ponieważ to nie one będą tę cenę płacić.

Rozglądam się wśród znajomych starszych pań, matek moich przyjaciółek, koleżanek i znajomych, i zachodzę w głowę, dlaczego tak liczne z nich zamiast lojalności wobec własnych córek i wnuczek wybierają lojalność wobec ideologii wymyślonej i skonstruowanej przez mężczyzn. Jak działa ten mechanizm pokoleniowej zdrady?

Madeleine Albright powiedziała kiedyś: "W piekle jest specjalne miejsce przeznaczone dla kobiet, które nie wspierały innych kobiet". Ja w biblijne piekło nie wierzę, za to widzę je tu i teraz. W wiecznym niezadowoleniu matek dorosłych córek z tego, jak te córki żyją, z kim i co robią. W nieustannym równaniu ich w dół: "Nie wychylaj się!", "Po co ryzykujesz?". W krytykanctwie, w wywoływaniu poczucia winy, w mędzeniu i pouczaniu. W tej koszmarnej polskiej niewierze kobiet w kobiety. Ja wiem, że to pokolenie wiele przeszło: wojenne dzieciństwo, komunę, kryzys gospodarczy, porody urągające człowieczeństwu, powszechną akceptację dla domowej przemocy, stanie w kolejkach, wreszcie transformację i upokorzenie biedą na starość. Ale my też nie mamy łatwo.

Żyjemy w czasach wyścigu szczurów, śmieciowych umów, frankowych kredytów i powszechnych rozwodów. Wiele z nas nie ma pojęcia, czym są poczucie bezpieczeństwa, stabilizacja i spokojny sen. Zmagamy się z nieustanną walką o materialne przetrwanie. A jeśli którejś przytrafi się niechciana ciąża spowodowana wpadką, musimy rodzić albo szukać pomocy w podziemiu aborcyjnym. Zamawiać niepewne środki z internetu, ukrywać się. Państwo polskie choć bardzo pilnuje, by nie ułatwiać nam zadania, kiedy chcemy pozbyć się niechcianej ciąży, nie ma nam do zaoferowania zbyt wiele, kiedy jednak zdecydujemy się urodzić.

A już rodzenie dziecka niepełnosprawnego to murowany hardcore na życie. Ale matka, jak wiadomo, kiedy już urodzi, kocha i sobie radzi.

Na szczęście oprócz pani, która na mnie nakrzyczała, na mojej promocji była też inna siwa dama. Podeszła dziarskim krokiem, uściskała mnie i rzekła: "Przyprowadziłam tu swoją starą osobę, aby w ten sposób pokazać, że jestem z wami, dziewczyny!". Chcę jej tu podziękować i nisko się pokłonić. Kobiety w Polsce potrzebują siebie nawzajem i potrzebują swoich doświadczonych matek. Mamy, bądźcie z nami!

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony: Paulina Młynarska

Grazia

Zobacz również

  • Dobre przechowywanie

    Chcemy jeść świeże produkty dobrej jakości, nie lubimy wyrzucać jedzenia, ale i tak często się to zdarza. Sprawdziłam, jak przechowywać żywność, aby jej nie marnować, jeść zdrowo i sporo oszczędzić. więcej