​Życie poświęciła treningom. Większość roku spędza na zgrupowaniach. Nie ma czasu na partnera i miłość. Anita Włodarczyk, najlepsza na świecie w rzucie młotem. Co dostaje w zamian oprócz złotych medali i uwielbienia tłumów?

Zdjęcie

Długo musiała pracować nad samopoczuciem po kontuzji, kiedy mówiono jej, że nie wróci do sportu. To załamywało /Agencja FORUM
Długo musiała pracować nad samopoczuciem po kontuzji, kiedy mówiono jej, że nie wróci do sportu. To załamywało
/Agencja FORUM

Żeby wygrywać w sporcie, trzeba mieć silne nie tylko ciało, ale także umysł. Skąd bierzesz tę siłę? 

Anita Włodarczyk: Człowiek może być super przygotowany fizycznie, ale jeżeli psychika nie jest wytrenowana, to może się nie udać. To widać u wielu zawodników. Ja zaczęłam współpracę z psychologiem po trzech latach treningu. Na początku też uważałam: "Po co mi psycholog? Na pewno sobie sama ze wszystkim poradzę!", ale dzisiaj nie żałuję tego, że od początku ktoś nade mną pracował. Przechodziłam rozmaite badania i testy i z roku na rok było widać, że jest coraz lepiej. 

Reklama

Jak wygląda praca z psychologiem? 

- Pierwszy był test osobowości, ponad 200 pytań. Trzeba było napisać pierwszą myśl, jaka przychodzi do głowy. Później był tzw. test niepokoju, żeby doktor wiedział, nad czym trzeba popracować. 

Stresujesz się na zawodach? 

- Dzisiaj już nie, raczej nie mogę się doczekać startu. Ale pierwszy porządny stres poczułam na igrzyskach w 2008 roku. Pierwsza międzynarodowa impreza i od razu igrzyska, 100 tysięcy ludzi na stadionie. Nogi mi się trzęsły. Rok później na mistrzostwach w Berlinie czułam się już dużo lepiej. Dzisiaj już nie mam problemu ze stresem, nie mogę się doczekać finału. 

Nad czym musiałaś pracować? 

- Przede wszystkim nad samopoczuciem po kontuzji, kiedy mówiono mi, że nie wrócę do sportu. To załamywało. Pomógł mi psycholog. Pracuję z tym samym specjalistą od 13 lat, on mnie zna lepiej niż moja rodzina i znajomi. Myślę, że to kilkanaście procent mojego sukcesu. 

Co dostałaś w domu? 

- Wsparcie rodziców, od początku kariery. Ale nie czułam presji. Nie mówiono mi, że muszę być najlepsza. Na początku to była dla mnie zabawa, spędzanie czasu wolnego ze znajomymi i przyjaciółmi. Potem okazało się, że mam predyspozycje do konkurencji rzutowych i zaczęłam trenować na serio. Kiedy zaczęły się poważne zawody, zawsze mogłam liczyć na to, że rodzice i znajomi będą na trybunach. 

Jeżdżą z tobą? 

- Na duże imprezy zawsze, na mniejsze mitingi już teraz też. Lubię startować, kiedy wiem, że na trybunach siedzą najbliżsi. Doceniłam to na mistrzostwach w Zurichu, kiedy miałam w finale dwa pierwsze rzuty nieważne i został mi tylko rzut ostatniej szansy. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to, że moi rodzice i najbliżsi są na trybunach, przyjechali specjalnie dla mnie do Szwajcarii i nie mogę ich zawieść. I rzuciłam najdalej, zdobyłam złoty medal. Na ostatnim memoriale Kamili Skolimowskiej na trybunach było ok. 28 osób z mojej rodziny, przyjaciół i znajomych.

Zdobywanie złotych medali może zawrócić w głowie? 

- W moim przypadku chyba nie. Nikt mi nie mówi, że się zmieniłam. Rodzice zawsze mi powtarzali, żeby nie zaprzestać, nawet jeśli osiągnę sukces. I to jest moja motywacja. Zawsze chcę być lepsza, poprawić wynik. Być może są sportowcy, którzy już po zdobyciu jednego medalu inaczej patrzą na świat. Przychodzą pieniądze, człowiek zaczyna mniej trenować, staje się bardziej rozrywkowy. Ale ja nie.

Tobie rozrywka i luz nie są potrzebne? 

- Postawiłam na sport. To zaledwie 5 minut w ciągu całego życia, które chcę wykorzystać jak najlepiej. Ale nie jest tak, że mam klapki na oczach i widzę tylko zawody. Jest czas na trening, i na rozrywkę. Najmniej czasu na imprezy miałam chyba na studiach, czyli wtedy, kiedy inni się bawią. Nie zaznałam życia studenckiego, chociaż mieszkałam w akademiku. Ale nie żałuję. 

To chyba nie było łatwe. Szczególnie w akademiku... 

- Pokus miałam mniej niż inni, bo 150 dni w ciągu roku spędzałam na zgrupowaniach. Wpadałam do akademika na tydzień lub dwa, zaliczałam, co mogłam, i jechałam na kolejny obóz. 

Twoje życie jest bardzo poukładane. 

- Jeżeli jestem w okresie treningowym, to każdy dzień jest dokładnie zaplanowany i one za bardzo się od siebie nie różnią. Jeśli jestem na zgrupowaniu, to mogę być pewna, że mój poniedziałek za tydzień będzie wyglądał tak samo jak ten dzisiejszy. I lubię to. Gdy mam czas wolny, bez treningów, to mam wrażenie, że go marnuję.

Marnujesz? 

- Poczułam to w ubiegłym roku po igrzyskach w Rio, kiedy przez dwa tygodnie nie robiłam nic. Zamknęłam się w domu, bo chciałam trochę pobyć sama, zrelaksować się, poczytać gazety, książki, pogotować. Zdarzały się dni, kiedy budziłam się o 10.30 i robiłam sobie wyrzuty, że zmarnowałam dwie godziny na spanie. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia - trenuję już 16 lat, większość czasu w ciągu roku spędzam na zgrupowaniach, gdzie mnie nauczono, żeby nie marnować czasu, tylko ciągle nad sobą pracować.

Ale nie wpadasz w czarną dziurę, kiedy kończysz sezon? 

- Bez przesady, tak źle ze mną nie jest. 

Jak długo zamierzasz jeszcze startować? 

- Plan jest taki, że do igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 roku. To by były moje czwarte Igrzyska Olimpijskie. Jeśli zdrowie dopisze, to wystartuję. Chciałabym zdobyć olimpijskie złoto, a potem pewnie będę kończyć karierę. Pomału muszę zacząć o tym myśleć. 

Na samą myśl ogarnia cię smutek? 

- Ciężko mi będzie z tego zrezygnować. To 16 lat mojego życia. Trzeba będzie jednak zagryźć zęby i się z tym pogodzić. Na pewno będę chciała zostać w sporcie, ale co będę robić, tego jeszcze nie wiem. Ale nie będzie tak, że skończę karierę i zacznę imprezować. Przecież jak kilka dni nie mam treningu, to się z tym źle czuję. Sport działa jak narkotyk. Jak się porządnie zmęczę i wrócę do domu, mam więcej energii i chęci do wszystkiego.

Zdjęcie

"Psychika jest ważna. Myślę, że kilkanaście procent mojego sukcesu to właśnie zasługa pracy z psychologiem" /Adam Nurkiewicz / Mediasport / FORUM   /Agencja FORUM
"Psychika jest ważna. Myślę, że kilkanaście procent mojego sukcesu to właśnie zasługa pracy z psychologiem"
/Adam Nurkiewicz / Mediasport / FORUM /Agencja FORUM

Przeczytałam, że w twoim domu panowały jasne zasady. Jakie? 

- Rodzice nas - mam jeszcze 6 lat starszego brata - jakoś specjalnie nie rozpieszczali i za to im dziękuję. Chcieli nas dobrze wychować i to im się udało. Nie było lekko, człowiek czasem dostał w tyłek. Rodzice się śmiali, że to ja powinnam być chłopakiem, a mój brat dziewczyną, bo to ja byłam raczej typem łobuza. Ale większych problemów z nami nie mieli. To prawda, biłam się z chłopakami, ale radziłam sobie. Stawałam w obronie słabszych, bo zawsze wkurzała mnie przemoc. Podstawówkę spędziłam na podwórku, takie były czasy. Powrót ze szkoły, obiad, lekcje i potem podwórko. Myślę, że dzisiejszej młodzieży tego brakuje. 

Mama kazała ci nosić sukienki? 

- Od czasu do czasu sama chciałam je założyć. Jednak swobodniej czułam się w dżinsach i ubraniach sportowych. 

Co to znaczy, że rodzice was nie rozpieszczali? 

- Nie kupowali nam wszystkiego, co chcieliśmy. Myślę, że to było dobre. Kiedy w liceum czegoś potrzebowaliśmy, wiedzieliśmy, że musimy na to zarobić. Rodzice chcieli nas przygotować do dorosłego życia, w którym nie ma nic za darmo. Mi się to przeniosło na sport. 

Masz silny etos pracy? 

- Tak. W sporcie najlepiej widać, że nic samo nie przyjdzie. Na sukces trzeba ciężko pracować. Ludzie mi mówią: "Ale masz fajnie, zdobywasz medale, jesteś sławna". Ale kiedy opowiem, ile to wymaga czasu i poświęceń, to mina im rzednie. Sport to moja praca, w dodatku nieprzewidywalna, bo jeśli przytrafi się kontuzja, nagle życie może się kompletnie zmienić. 

Chuchasz na siebie i dmuchasz? 

- Rzadko choruję, przeziębiam się sporadycznie, jestem wytrenowana. Współpracuję z fizjoterapeutą, który dba o moją regenerację. I chyba robi to dobrze, bo w ostatnim sezonie nie miałam żadnych problemów zdrowotnych, nawet z kręgosłupem. Im człowiek starszy, tym więcej czasu musi poświęcić na regenerację. To już nie to samo, co pięć lat temu. Dłużej się aklimatyzuję po zmianie czasu. Jak jestem na zgrupowaniu i mam wolną niedzielę, to trzy razy się zastanowię, czy pojechać wtedy na wycieczkę, czy może jednak zostać, poleżeć i odpocząć przed poniedziałkowym treningiem. Na tym poziomie drobiazgi mają znaczenie. 

A dieta? 

- Ja akurat nie mam żadnej rozpisanej. Oczywiście patrzę na to, co jem, ale jeśli większość czasu spędzam na zgrupowaniu, to nie mogę przynieść kucharzowi diety i powiedzieć, że ma mi tak gotować. Tam jest tyle rozmaitych produktów, że można sobie zaplanować posiłki. Kalorii też nie liczę, bo byłoby to dla mnie problemem. Męczyłabym się, gdybym nie mogła czegoś zjeść, a miałabym na to ochotę. Uważam, że skoro organizm się czegoś domaga, to trzeba mu to dać. Oczywiście nie jest tak, że codziennie mam ochotę na hamburgera.

Jakie są twoje rytuały przed startem? 

- Na śniadanie kawa, bo kocham kawę i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Później spotykam się z rodzicami, znajomymi, przyjaciółmi, żeby porozmawiać. Nie mogę zamknąć się w pokoju, bo wtedy myślę o starcie, a jak jestem wśród ludzi, to zapominam. Jeśli finał jest wieczorem, to po obiedzie odpoczywam, czytam, a potem idę na stadion. Kawę mam w kubku termicznym. Gdyby przed zawodami zabrakło mi kawy, miałabym problem. Zaczynam myśleć o starcie, kiedy się przygotowuję, pakuję sprzęt, ubrania. Wtedy zaczynam się koncentrować.   

Ubrania, w których startujesz, mają dla ciebie znaczenie? 

- Na mitingi mam kolekcję, w której muszę startować, ale lubię mieć pomalowane paznokcie. Takie rytuały są niebezpieczne. W zeszłym roku jechałam na zawody i nie miałam kiedy pomalować paznokci. Pomyślałam, że zrobię to na miejscu w hotelu - na pewno znajdzie się jakaś manikiurzystka. Kiedy się okazało, że nie ma, byłam bardzo zdenerwowana, czegoś mi brakowało. Staram się do takich sytuacji nie dopuszczać, żeby to nie miało na mnie wpływu.

Na zgrupowania wyjeżdżasz zimą, do Kaliforni i RPA. 

- To prawda, od 8 lat nie zaznałam zimy, już nie pamiętam, co to znaczy. 

Szczęściara. Nie jeździsz na nartach? 

- Teraz nie. Nauczę się po zakończeniu kariery. To zbyt kontuzjogenny sport. Podobnie jak sporty ekstremalne, skoki ze spadochronem, choć akurat one mnie nie kręcą. Ale na narty mam ochotę. 

Jesteś ostrożna i poukładana?

- Lubię mieć wszystko zaplanowane. W sporcie to jest dobre. 

Piszą, że jesteś osobą trudną. Co to znaczy? 

- Mam jasne zasady. I taki charakter, że jak coś postanowię, to do tego dążę. I mówię o tym jasno. To, co sobie zaplanuję, do czego dażę. Zawsze mi to wychodziło, dlatego wiem, że tak właśnie trzeba funkcjonować. A jeśli coś się komuś nie podoba, trudno. 

Komuś możesię nie podobać? Przecież jesteś naszym dobrem narodowym! 

- Niestety, w naszym świecie jest sporo zazdrości. Wiele osób jest do mnie przyjaźnie nastawionych, ale jest też sporo takich, które mi źle życzą. Tak już jest. Ale nie myślę o tym. Cieszę się, że są tacy, których radują moje sukcesy, dziękują mi, piszą, ile mój medal sprawił im radości. Kiedyś myślałam, że wyniki w sporcie cieszą tylko mnie i najbliższych, teraz widzę, że dużo więcej osób. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. 

A to nie jest duża odpowiedzialność? 

- Nie odbieram tego jako presję. Kiedy mam wsparcie i doping z trybun, jest fajna atmosfera, to staram się nie zawieść. Na ogół mi się udaje. Wsparcie kibiców to jest coś fantastycznego. 

Masz czas na chłopaka? Partnera? 

- To na pewno musi być ktoś, kto rozumie, że 200 dni jestem poza domem, że inaczej się nie da. Jak stawiam się w jego sytuacji, to wiem, że to trudne. Sportowcy to wiedzą. Dlatego niektórzy wiążą się ze swoimi trenerami. Mój trener już ma żonę, to nie jest moja historia (śmiech), choć rzeczywiście spędza ze mną więcej czasu niż z nią. On twierdzi, że jesteśmy jak małżeństwo, tylko bez konsumpcji. Dobrze dobrani, bez kłótni. Strasznie mu współczuję na zawodach, bo on nic wtedy nie może zrobić, wszystko jest w moich rękach.   

Nie brakuje ci związku? Miłości? Bliskości? 

- Spokojnie. Teraz poświęcam wszystko dla sportu, na resztę przyjdzie czas. Nie chcę niczego robić na siłę, a tym bardziej na siłę mieć chłopaka czy męża. Czasem ktoś mi mówi, że mężczyźni się mnie boją, bo jestem silna. Baliby się dostać ode mnie. Bo co? 

Jesteś męską bokserką? 

- No właśnie nie wiem. Skoro jestem silna to mam zamiar to wykorzystywać w związku? A może chodzi o mój charakter? Że jestem taka silna i zawzięta w życiu, jak w tym kole przed rzuceniem młotem? Może? 

Sportowcom często się zdarza wiązać z kimś spoza świata sportu? 

- Wśród moich kolegów i koleżanek najwięcej związków wychodzi ze sportu, niekoniecznie w tej samej dyscyplinie, ale tak. Ale o tym pomyślę potem.

GRAZIA 10/2017
ANNA RĄCZKOWSKA


Artykuł pochodzi z kategorii: Ludzie

Grazia

Zobacz również

  • Sztuka umiaru

    Guru wszystkich przedsiębiorców Mark Zuckerberg paraduje stale w szarym T-shircie i dżinsach, Beyoncé przekonuje, że nie kupuje biżuterii, a Hanna Lis chwali espadryle za 60 zł. Oszczędne życie... więcej