Wie, że od świata dostanie tyle, ile sama zechce wziąć. Dlatego Beata Ścibakówna wciąż szuka, wymyśla, organizuje. Nie ma odpowiedniej roli? Trzeba samemu wyprodukować spektakl. Przeszkody ją mobilizują, a przezwisko „dyrektorowa” – bawi.

Zdjęcie

Jestem silna. Wiem, że wiele ode mnie zależy. Jestem zodiakalnym Bykiem. Byki padną, ale się nie poddadzą - mówi Beata Ścibakówna /Mieszko Pietka /AKPA
Jestem silna. Wiem, że wiele ode mnie zależy. Jestem zodiakalnym Bykiem. Byki padną, ale się nie poddadzą - mówi Beata Ścibakówna
/Mieszko Pietka /AKPA

Lubi pani seriale?

Beata Ścibakówna: - Dobre - tak. I kostiumowe! "Downton Abbey", "Wersal", "Tudorowie", "Peaky Blinders"... Ale nie jestem aż taką fanką, żeby siedzieć nocami i oglądać sezon za sezonem.

Reklama

A grać w serialach pani lubi?

- W dobrych - tak. W "House of Cards" chętnie bym zagrała, rola Robin Wright jest stworzona dla mnie! Ale w Polsce takich seriali się nie robi...

Są dla pani role? Czuje się pani tu potrzebna?

- Niestety nie. Myślałam, że po bardzo dobrym serialu "Skazane", gdzie grałam główną rolę, worek z propozycjami trochę się otworzy. Kilka się nawet pojawiło, ale potem przyszła dobra zmiana i to wszystko zmiotła. Cieszę się z "Diagnozy", bo ma publiczność i dobre recenzje. A wiem, że moja postać się rozwinie.

Pani mąż, Jan Englert, powiedział kiedyś, że jest pani aktorką niedocenianą.

- Ale co mam zrobić? Dzisiaj są mody na pewne typy ludzkie, a ja chyba niekoniecznie do nich pasuję. Może powinnam żyć w latach 60., 70., kiedy się robiło więcej filmów i seriali historycznych i kostiumowych? "Stawka większa niż życie", "Noce i dnie", "Potop". Lepiej bym się tam odnalazła niż we współczesnych, które opowiadają przeważnie o brudnym, złym i brzydkim świecie. Ja jakoś do tego nie pasuję. Chociaż taka propozycja byłaby aktorskim wyzwaniem.

Dlaczego?

- Jestem inaczej postrzegana. Zazwyczaj grałam kobiety silne, rządzące, z dobrych domów, właścicielki dobrych samochodów. Ilona Łepkowska mi kiedyś powiedziała, że będę taką polską Alexis. I trochę tak było. "Skazane" przełamały ten wizerunek. Producenci serialu zobaczyli we mnie aktorkę, która ma różne emploi. I to było wspaniałe. Ambicje zawodowe zaspokajam w teatrze. Gram role skomplikowane psychicznie i fizycznie. Potrafię się zmieniać.

Dlaczego obsadzano panią w rolach kobiet silnych i przebojowych?

- Nie wiem. Ja samą siebie postrzegałam jako delikatną blondynkę. Aż tu nagle Andrzej Łapicki obsadził mnie w "Ślubach panieńskich" hrabiego Fredry nie w roli delikatnej Anieli, tylko Klary, która jest bezczelna i z przytupem. Byłam załamana i przekonana, że nie podołam, ale mistrz wiedział, co robi. Uwielbiałam grać tę Klarę. Bawiłam się nią. Byłam nią. Rola została doceniona przez publiczność i krytykę. Zaczęto mnie postrzegać jako silną osobowość. Chyba nigdy nie zagrałam kobietki kruchej i słabej. A chciałabym.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu magazynu "GRAZIA". W sprzedaży od 11 października.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ludzie

Grazia

Zobacz również

  • Nowe pokolenie

    Trzy młode, zdolne, pracowite. Gwiazdy serialu „Belfer”, aktorki po mocnych debiutach, mogłyby ze sobą konkurować, walczyć jak lwice o role. A one postanowiły, wbrew stereotypom, wspierać się i... więcej