W sporcie osiągnęła już wszystko. Marzenia? Teraz ma już chyba tylko prywatne.

 

Zdjęcie

Justyna Kowalczyk po ośmiu latach na świeczniku wolałaby się stać niewidoczna /Grazia
Justyna Kowalczyk po ośmiu latach na świeczniku wolałaby się stać niewidoczna
/Grazia

Justyna Kowalczyk, najbardziej utytułowana polska narciarka, nie ukrywa, że po piętnastu latach spędzonych na treningach, zawodach i byciu ciągle ocenianą, wreszcie chciałaby zacząć normalnie żyć. 

Reklama

- Dlaczego ktoś wpieprza się w moją robotę? Tyle lat głupich uwag to za dużo. Nie jestem osłem! - mówi ze złością o wszystkich komentatorach i "życzliwych" fanach.

Wakacje? Chyba nigdy na nich nie była, przyznaje. Ale tu chodzi o coś więcej niż zwykły wypoczynek. Trzeba wszystko racjonalnie przemyśleć. Nie ma mowy o emocjonalnym porywie. Na pewno najważniejsze jest zdrowie. Starty do końca sezonu? "Zrobiliśmy rezonans, nie trzeba operować, noga goi się prawidłowo. Nie ma medycznych przeciwwskazań, by startować w kolejnych zawodach i w kolejnych sezonach, ale to pani Justyna i jej trener muszą podjąć decyzję co dalej", mówi GRAZII dr Stanisław Szymaniak, który badał mistrzynię w Krakowie, gdzie udała się tuż z Okęcia.

Czy to oznacza koniec kariery? Możliwe. Decyzja jest trudna. Mistrzyni prosi o czas do namysłu. Zapewnia, że ogłosi ją przed końcem sezonu. I będzie się trzymać tego, co postanowiła. To przecież Justyna!

O tym, jak trudną decyzję musi podjąć nasza mistrzyni i co się z nią wiąże, w najnowszym numerze magazynu GRAZIA.

W sprzedaży od 6 marca.

Zdjęcie

Justyna Kowalczyk na okładce GRAZII /Grazia
Justyna Kowalczyk na okładce GRAZII
/Grazia

Artykuł pochodzi z kategorii: Ludzie

Więcej na temat:Justyna Kowalczyk

Zobacz również

  • Maja Sablewska: Nie ma się czego bać

    Maja Sablewska w nowy rok wkracza z nową siłą. Sama, ale nie samotna, twierdzi, że nauczyła się już radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Poszła na terapię, pozwoliła sobie pomóc. Co ma być i tak... więcej