Trzy młode, zdolne, pracowite. Gwiazdy serialu „Belfer”, aktorki po mocnych debiutach, mogłyby ze sobą konkurować, walczyć jak lwice o role. A one postanowiły, wbrew stereotypom, wspierać się i lubić. Świat jest tak duży, że każda znajdzie dla siebie miejsce. W co jeszcze wierzy młode pokolenie?

Zdjęcie

Eliza Rycembel, Michalina Łabacz, Zofia Wichłacz /Adam Pluciński /Grazia
Eliza Rycembel, Michalina Łabacz, Zofia Wichłacz
/Adam Pluciński /Grazia

Zofia Wichłacz: Kompleksy? Po co?

Niedawno wróciłaś  z USA. Co tam robiłaś?

Zofia Wichłacz: - Brałam udział w rozmaitych zajęciach aktorskich. Zrobiłam intensywny kurs improwizacji, chodziłam też na zajęcia do studio Ivany Chubbuck, która jest w Los Angeles cenionym coachem dla aktorów. Pracowała z Charlize Theron, Bradem Pittem, Halle Berry, Jimem Carreyem.

Reklama

Po tym, jak zrezygnowałaś ze szkoły teatralnej, dzisiaj uczysz się aktorstwa "po amerykańsku", czyli na własną rękę...

- W wakacje byłam też we Włoszech na dwutygodniowym intensywnym kursie w centrum Grotowskiego i to też było wspaniałe doświadczenie. Szukam dla siebie rozmaitych kursów, warsztatów, jeżdżę na nie, staram się rozwijać.

Jakim kluczem szukasz?

- To zależy. Czasem to przypadek, czasem ktoś mi coś poleci. Warsztaty we Włoszech poleciła mi moja kuzynka, która jest reżyserką i robi o tym miejscu dokument. Powiedziała, że zajęcia tam to mus dla każdego aktora. Kurs improwizacji polecił mi kolega z Los Angeles, a studio Ivany - Weronika Rosati, bo stwierdziłam, że akurat ona naprawdę się na tym zna.

Ostatni rok był chyba dla ciebie bardzo pracowity...

- Tak, w styczniu premiera "Powidoków" Andrzeja Wajdy, w lutym wyróżnienie "Shooting Stars" na Berlinale, potem byłam w Stanach, później była premiera "Amoku", a potem od razu dołączyłam do spektaklu "Fantazja" Anny Karasińskiej w TR Warszawa i niemal jednocześnie - do serialu "Belfer" w kwietniu. Pamiętam dzień zdjęciowy w swoje urodziny, który zaczął się o 4.30, żebym mogła zdążyć na próbę na 11.00, bo zaraz mieliśmy premierę. Cały dzień spędziłam w teatrze. To było wspaniałe.

Co dla ciebie oznacza nagroda "Shooting Stars"?

- Jest bardzo prestiżowa. Umożliwia przede wszystkim kontakty z międzynarodowymi reżyserami obsady, którzy są przecież szarą eminencją filmu. Mamy szansę ich poznać. Dobrze jest, jeśli wiedzą, kim jesteś, pamiętają, jakie wrażenie na nich zrobiłaś. Potem, jeśli wysyłasz do nich nagranie castingu, swoje filmowe CV, jesteś w lepszej sytuacji wyjściowej, bo bardzo możliwe, że będą uważni i zechcą zobaczyć cię na zdjęciach próbnych. W naszej pracy najważniejsze to poznawać jak najwięcej ludzi, od których zależy, czy dostaniesz rolę. Przez kilka dni na Berlinale mieliśmy mnóstwo spotkań, żeby poznać ludzi z branży.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu magazynu "GRAZIA". W sprzedaży od 11 października.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ludzie

Grazia

Zobacz również

  • Kobieta z przeszłością pozna pana z przyszłością

    Po rozwodach musiały szybko dorosnąć. Zająć się dziećmi, zadbać o pieniądze. Nowa miłość? Dobre chęci nie wystarczą. Trzeba ją wcisnąć między macierzyństwo na pełnym etacie a pracę. Internet, biuro... więcej