Pięćdziesięciolatek, a zachowuje się czasem jak gimnazjalista. Lubi rozśmieszać ludzi, ale sam ma naturę melancholijną. Uwielbia kobiety, ale od ćwierć wieku jest wierny swojej żonie Magdzie. Czy dotyczy go kryzys wieku średniego?

Zdjęcie

Efekt pięćdziesiątki? Polubiłem wady swoje i żony - wyznaje Szymon Majewski /Michał Woźniak /East News
Efekt pięćdziesiątki? Polubiłem wady swoje i żony - wyznaje Szymon Majewski
/Michał Woźniak /East News

W czerwcu skończyłeś 50 lat. Były huczne obchody?

Szymon Majewski: - Były. Impreza dla przyjaciół. Przyszli znajomi z harcerstwa, z liceum, z radia i spoza branży, bo branżowych za dużo nie mam, ale i tak było ze 100 osób. Trzy dni później przyjechała moja rodzina. Moja żona wkręciła się w niespodzianki, w przygotowania, w przyjęcia i jak się to wszystko skończyło, to się położyła i leży do dziś...

Reklama

Jakie były niespodzianki?

- Och, przeróżne, ale przede wszystkim spełniło się moje marzenie - dostałem adapter, taki z lat 80. Do tego zestaw nagłośnieniowy. Też stary, ale dobry. Nie trzeba go nawet reperować. Moja żona nie mogłaby jednak organizować tajnych spisków, bo mniej więcej tydzień przed tym wszystkim dostałem SMS-a: "Kochany, jeśli chcesz partycypować w prezencie dla Szymona, to zbieramy po 150 złotych na konto..."

Te urodziny były dla ciebie ważne?

- Lubię się dzielić z innymi uśmiechem i szczęściem. Urodziny to fajna rzecz, mogłem się spotkać z przyjaciółmi. Impreza była bardziej dla nich niż dla mnie, chociaż ja też się z niej ucieszyłem.

I nie było żadnych gołych hostess?

- Nie obrażaj mnie. Kiedyś byłem na imprezie Playboya i tam po raz pierwszy zetknąłem się z nagimi hostessami. Było mi tak wstyd, że chciałem je okrywać marynarką i koszulą. Co trzeba mieć w głowie, żeby zamawiać nagie kobiety na imprezy? Z którymi wszyscy robią sobie zdjęcia i wrzucają do internetu? To jest żałosne.

Cieszysz się z tej pięćdziesiątki?

- Tak, bo jest mi teraz bardzo dobrze. Lubię siebie, nawet wolę siebie teraz niż 10 lat temu. Jestem spokojniejszy.

Spokojniejszy?

- Tak. 10 czy 5 lat temu była wokół mnie straszna kołomyja. Rollercoaster. Teraz jestem bardziej ze sobą pogodzony. Moja żona też to zauważa. Znamy siebie i swoje nastroje już prawie 30 lat. Magda widzi, że jestem szczęśliwy, spełniony, jedne rzeczy mi się pozamykały, ale inne pootwierały. Mam radochę z życia. A kiedyś pamiętam dużo niepewności, rozedrgania. Lubię siebie teraz, nawet moja żona podoba mi się bardziej niż kiedyś. A poznałem ją, jak miała 19 lat!

50 lat to czas podsumowań?

- Nie. Ciągle otwierają się przede mną nowe ścieżki. Trzy lata temu bym nie przypuszczał, że będę występował w teatrze - robił "One mąż show" o małżeństwie w Och-Teatrze, że będę pisał felietony, że będę znowu pracował w Radiu Zet, a w dodatku robił wywiady, o których myślałem, że już dawno z nimi skończyłem. Albo że będę miał w radiu audycję "Nieporadnik małżeński" ze swoją żoną. Pootwierały się przede mną tysiące możliwości! Mój zawód jest taki...

Jaki zawód masz na myśli?

- Sam już nie wiem, bo chyba nie jestem dziennikarzem.

Showmanem?

- Może? Lubię dawać ludziom radość, nawet jeśli ma to być tylko czysto komercyjna reklama. Bywam felietonistą, lubię pisać, chyba nawet coraz bardziej. Może kiedyś będę robił tylko to?

Nie wiem, jak sobie poradzisz ze swoją energią. Nie mogę też sobie wyobrazić, jak robisz wywiady. Przecież jesteś gadułą...

- Chyba nauczyłem się słuchać, może właśnie dlatego, że jestem spokojniejszy? Przypomniało mi się, jak bardzo lubię radio, to jest zupełnie inna bajka.

Nie tęsknisz za telewizją?

- Miewam propozycje, ale do tej pory żadna z nich mi się nie spodobała. To, co mam robić, musi być w moim klimacie. Poszedłbym teraz na Woronicza i co, miałbym udawać, że nic się nie stało? Że nikogo tam nie zwolnili? Miałbym być przekładańcem między jedną propagandą a drugą? Robiłbym taki humor, jaki bym chciał? Jestem teraz bardziej wypoczęty, mam więcej energii, mógłbym się w coś zaangażować, ale wiem, że kiedy w życie wkracza telewizja, to wszystko inne idzie precz. A ja bym chciał zostać przy radiu, przy teatrze, bo to lubię, mam z tego radochę.

A ten spokój, o którym mówisz, skąd do ciebie przyszedł?

- Pogodziłem się ze sobą. Brzmi jak banał, wiem. Od lat chodzę na psychoterapię, bardzo to lubię, bo lubię o sobie opowiadać. Przerobiłem tam kilka trudnych historii - np. jak chorowała moja mama, a ja bawiłem Polskę w "Szymon Majewski Show". To był dla mnie trudny czas, ciężko mi było się z tego dźwignąć. Pięć lat temu zacząłem też uprawiać boks i to też mi dobrze robi. Również wiek daje mi coś takiego, że czuję się jak obserwator, jakbym był trochę obok, siedział na wyższym drzewie i patrzył z góry. Moja perspektywa jest spokojniejsza.

I już się nie denerwujesz, że nie jesteś tam, w środku?

- Już chyba nie. A jeszcze 10 lat temu czułem presję usadowienia się, umiejscowienia, mieszkania, zarobienia. Czułem wiele ciśnień. Pięćdziesiątka pozwoliła mi spojrzeć na to wszystko spokojniej, z dystansu.

Dlaczego zacząłeś trenować boks?

- To była właśnie odpowiedź na ciśnienia 40-latka. Moja mama chorowała, a telewizja kradła cały mój czas i energię. Wszedłem w nią bez dystansu i to też spowodowało późniejsze tąpnięcie. Miałem problem z asertywnością, nie potrafiłem stawiać granic, nie umiałem się wykłócić o swoje. Nie miałem na to siły. Kiedy czułem, że mam jakieś wymagania i chcę coś powiedzieć, to albo nic nie mówiłem, albo nagle wybuchałem. A bycie asertywnym polega na tym, żeby spokojnie umieć powiedzieć swoje. Ideałem jest sytuacja, kiedy ludzie, którzy z tobą pracują, mówią: "słuchajcie, przecież wiecie, że to nie przejdzie, on się na to nie zgodzi". Dzisiaj mam w umowie taki punkt, że ktoś, kto zamawia u mnie jakąś usługę, rozumie moją specyfikę.

Czyli co?

- Mam artystyczne pomysły, które wpadają mi do głowy najczęściej w ostatniej chwili, nieraz już na planie, na przykład reklamy. I chciałbym móc to dorzucić, bo uważam, że to fajne. Czasami się udaje, choć nie zawsze, bo jednak klient ma swoje wymaga. Dla niektórych prowadzenie imprez jest chałturą. Dla mnie nie, bo jeżeli się na to zgodziłem, to daję temu wszystko. Jestem w pełni zmobilizowany. Nie siedzę na zapleczu, nie wysyłam SMS-ów, nie jestem obrażony. Zrobienie reklamy to nie są dla mnie łatwe pieniądze - ponieważ jest ich więcej, to ja też chcę więcej z siebie dać.

Czyli niczego się w życiu nie nauczyłeś.

- Nie umiem olewać, to prawda.

Trenujesz boks, ale nosa nie miałeś złamanego?

- Mam dobry kask! Boks to mądra rzecz, choć niektórzy twierdzą, że jest prymitywny. A to nieprawda. Bo co zrobisz z faktem, że dostałeś albo dałeś komuś w twarz? Ostatnio była u mnie w radiu Joanna Jędrzejczyk. Ona jest niesamowita. Silna i krucha jednocześnie. Ja też jestem kruchy, jestem pacyfistą, nie lubię agresji, ale boks pozwala mi poudawać agresywnego na ringu. Choć z reguły moja walka polega na tym, że się bronię, a jak zadaję cios, to mówię: przepraszam. Ten sport nauczył mnie pracy nad sobą i nad ciałem.

Urosły ci mięśnie?

- Nigdy nie byłem gigantem, miałem raczej figurę maratończyka. Jestem żylasty, ale jednak silny. W harcerstwie potrafiłem nieść dwa plecaki, chociaż miałem chude nóżki i żebra mi wystawały. Boks nauczył mnie radzić sobie z trudem i znojem. Pomógł przed premierą "One Mąż Show". Schudłem wtedy ze stresu, przestałem jeść, przestałem spać, strasznie się denerwowałem. Ze stresu śmiałem się przez sen. Magda spać koło mnie nie mogła. Spytałem wtedy jednego pięściarza, jak on sobie radzi przed walką.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ludzie

Grazia

Zobacz również

  • Antybiotyki: Brać czy nie brać?

    Jedni unikają ich jak ognia, inni łykają (prawie) jak dropsy. Jak znaleźć złoty środek i mądrze korzystać z antybiotykoterapii? Kiedy jest konieczna, a kiedy zupełnie bezsensowna i jak to ustalić?... więcej