Po rozwodach musiały szybko dorosnąć. Zająć się dziećmi, zadbać o pieniądze. Nowa miłość? Dobre chęci nie wystarczą. Trzeba ją wcisnąć między macierzyństwo na pełnym etacie a pracę. Internet, biuro matrymonialne, swatający przyjaciele? Nasze bohaterki przeszły tę drogę.

Zdjęcie

Poszukiwania miłości najczęściej zaczynamy od sieci. Najpopularniejsza światowa aplikacja randkowa, Tinder, ma około 10 milionów aktywnych użytkowników dziennie. /©123RF/PICSEL
Poszukiwania miłości najczęściej zaczynamy od sieci. Najpopularniejsza światowa aplikacja randkowa, Tinder, ma około 10 milionów aktywnych użytkowników dziennie.
/©123RF/PICSEL

Pytasz mnie o znalezienie kogoś na seks, czy partnera na życie? - zastanawia się 36-letnia Ania, mama 7-letniej Kasi i 6-letniego Janka. Mieszka w powiatowym mieście na wschodzie Polski, od czterech lat jest sama. - Znalezienie kogoś na seks nie jest dziś trudne. I to niezależnie od tego, gdzie mieszkasz. Ale nie chciałam tylko seksu. Dlatego było trudno.

Biuro Doboru Par mieści się na parterze kamienicy w centrum miasta. Jest szesnasta, Ania musi odebrać dzieci ze szkoły, wolałaby, żeby rozmowa "oceniająca" trwała krócej. Na reklamę biura natknęła się już jakiś czas temu, ale zadzwoniła dopiero teraz. Znów usłyszała od matki: "Pogódź się z tym, że jesteś sama! Mnóstwo kobiet na świecie jest nieszczęśliwych".

Reklama

Pomyślała, że nigdy się z tym nie pogodzi, skorzysta z pomocy specjalistów. Udowodni matce, że miłość da się znaleźć w każdym wieku i sytuacji. Teraz blondynka koło czterdziestki, współwłaścicielka biura w żółwim tempie wyciąga teczki, grzebie w nich, w końcu podsuwa Annie plik kartek. Czyli jednak staroświecko, myśli Ania, ma ochotę uciec. "Proszę wypełnić" - rzuca czterdziestolatka. "Zgłaszają się tu jacyś trzydziestolatkowie, nie frustraci?" - wyrywa się jej.

Czterdziestolatka patrzy surowo, Anna wypełnia więc grzecznie kwestionariusz, podaje wiek, oczekiwania, pisze, że ma dwoje dzieci. Wie, że z miejsca jej szanse maleją o 70 procent. Nie przyznaje się natomiast, że jest romantyczką. W sieci przeczytała, że nic tak nie odstrasza mężczyzn, jak romantyzm. Bo to dla nich oznacza, że kobieta jest nudna. Kilka minut później blondynka instruuje: teraz trzeba zalogować się na portalu, wypełnić dokładniejszy test, poczekać kilka dni na weryfikację, potem zaczną pojawiać się propozycje, ona też będzie mogła wybierać. Tyle.

Przy wyjściu Anna mija obfitą pięćdziesięciolatkę w za ciasnej sukience. "Takie właśnie kobiety muszą szukać facetów przez pośredników", myśli. I zastanawia się: "Czy ja też tak teraz wyglądam?".

"Byłaś w biurze matrymonialnym?! Oszalałaś?" - pięć lat młodsza siostra Anny nie kryje zdziwienia. Zawsze była tą ładniejszą, bardziej uzdolnioną siostrą. Skończyła prestiżową ASP w Krakowie, teraz jest grafikiem. "Zachowujesz się jak desperatka!", głos siostry niebezpiecznie wibruje w telefonie. Od rozwodu Ani siostra nalega, żeby przeprowadziła się do Krakowa. Ale ona nie lubi dużych miast. "Poza tym tutaj, z nauczycielskiej pensji, jestem w stanie nas utrzymać. Sporo pomagają rodzice. Siostra uważa, że spakuję Janka i Kasię, jak torbę i zacznę kolorowe życie. Nie chcę, już się poukładałam. Brakuje mi faceta. Potrzebna mi wstępna selekcja, w internecie każdy może napisać co chce, a ja nie mam czasu na kilkadziesiąt randek, jak moje koleżanki z dużych miast, bez dzieci".

Śnieg wali w oczy, siatki z zakupami ciągną do ziemi. Jeden krok, drugi. Byle dostać się do domu. Jest osiemnasta, prawie noc, dzień przed Wigilią. Anna zerka na parking obok supermarketu. Zakochane pary, małżeństwa z dziećmi pakują rzeczy do samochodu. Jest nawet para staruszków, mąż pomaga wsiąść żonie do poloneza, który chyba pamięta jeszcze czasy PRL. Czy to normalne, że ona widzi same szczęśliwe rodziny?

To była pierwsza samotna zima Ani, ponad cztery lata temu. Mąż zabrał samochód, nie miała pieniędzy na adwokata. Z domu wyrzuciła go latem, jesienią cieszyła się, że może normalnie oddychać, bez lęku, że pijany znów o coś zrobi awanturę. Ale te szczęśliwe rodziny ją dobijały.

"No, z dwójką maluchów to ona nikogo nie znajdzie"- w trakcie rodzinnej Wigilii mama z ciotką rozmawiają na jej temat w kuchni. Słyszy to przypadkiem. Szybko wychodzi, ma dość. Ale wtedy jeszcze nie myśli o miłości. Jej życie to rutyna. Pobudka o szóstej, kąpanie, ogarnianie mieszkania, czasem sprawdzanie klasówek, budzenie dzieci i poranne przeboje. Kasia nie chce zjeść płatków, Janek rozmazuje krem czekoladowy na stole. Kasia nie chce włożyć spodni do przedszkola, tylko sukienkę, Janek wrzeszczy, że nigdzie nie idzie. Potem szkoła, odbieranie dzieci i albo zajmowanie się nimi, albo korepetycje. Gdzie upchnąć randki? Jak znaleźć faceta? Gdzie?

Koleżanki z większych miast poznają kogoś w korporacjach albo w klubach. Mężczyźni znacznie łatwiej zdradzają, szybciej się rozstają. Dłużej też są singlami.

Kwitną bzy, zielono, upał. Kolejna samotna wiosna. Anna wraca do domu z bukietem kwiatów. Otwiera drzwi mieszkania. Cisza, jak w grobie. Dzieci u babci, żadnego przyjęcia niespodzianki, męża czekającego z prezentem. Sama wypija resztkę wiśniówki, która stoi w lodówce. To jej 33 urodziny. Czuje się jak emerytka, która życie ma za sobą, a to, co jej zostało, to wprowadzenie dzieci w dorosłość. I swoich, i cudzych. "Koniec z tym" postanawia. Poszła do fryzjera, na zakupy, do kosmetyczki. Chciała znów poczuć się kobietą, zadziałało tylko jako wabik. W ciągu roku zaliczyłam kilka randek. Jeden seks.

W szkole, gdzie pracuje, zauroczyła się kolegą, też polonistą. Młodszy o cztery lata. Na pierwszą randkę zaprosił ją na spacer, na drugą do siebie. Zrobił kolację, pili wino. Wiedziała, że ma ochotę na coś więcej. Trzeci raz to ja zaprosiłam go do siebie. Były miał wziąć dzieci, ale nawalił, jak zwykle. Dzieci zostały z nią. Właściwie z nimi. Krzyczały, bo były zmęczone, przeszkadzały. Mieszkanie w godzinę wyglądało jak po przejściu tornada. Widzieli się potem jeszcze kilka razy. W końcu powiedział: "Jesteś wspaniała, ale szukam bezdzietnej, bo chcę, żebyśmy zaczynali razem".

Dwa miesiące później zaczął się spotykać ze wspólną koleżanką z pracy. Takich porażek było parę. Wcześniej myślała, że chodzi o jej brak otwartości. Ale to nieprawda. To mężczyźni nie są otwarci na rozwódki z dwójką małych dzieci. Był jeszcze Jarek, młodszy brat koleżanki z liceum. Spotkała go na domowej imprezie. Potoczyło się szybko: dwie randki, potem seks, kolejne spotkania u niego. Po pracy odbierała ze szkoły dzieci, prosiła o pomoc mamę i pędziła na spotkanie. Upijała się i winem, i nim. Czuła się, jakby znów miała dwadzieścia lat. Zauroczenie w kilka chwil przeistoczyło się we wściekłość i upokorzenie, gdy okazało się, że zapomniał jej powiedzieć, że ma narzeczoną, z którą planuje ślub. Na lokalnym portalu przeczytała post dawnej singielki.

"Ludzie nie mają dziś oporu szukać się przez internet, ja znalazłam miłość przez biuro matrymonialne". "Pisałam z tą dziewczyną potem. To ona dodała mi odwagi. Odczarowała biura matrymonialne. Kiedyś myślałam, że w taki sposób mężczyzn szukają tylko desperatki. Gdybym powiedziała matce, że próbuję w ten sposób, uznałaby, że jestem nienormalna!". Anna w ankiecie, którą wypełniła w biurze doboru par, napisała: "nie szukam ojca dla dzieci, szukam fajnego faceta, który moje dzieci polubi".

"Mniej ofert, za to konkretnie"- uśmiecha się. W kawiarni na Starym Mieście grupka nastolatków gra w jakąś planszówkę, obok całuje się para. Anna zaciska ręce pod stołem. "Tylko się nie denerwować, nie denerwować". To jej pierwsza w życiu randka z kandydatem, którego poznała przez biuro matrymonialne. Serce wali, próbuje opanować wstyd. Kilka dni temu żartowali, że desperacja sięgnęła zenitu, tak bardzo chcieli poznać kogoś normalnego. Ale to był czat randkowy. Teraz mają się spotkać na żywo.

"Czy jest frustratem? Wariatem? Zboczeńcem?", zastanawia się. "Wolne?" Marcin, bo tak ma na imię, z którym się umówiła staje nagle przed nią. Nie wygląda jak James Bond, ale ma miłą twarz. Wysoki. Ładnie się uśmiecha.

Anna: "Bez olśnień i szaleństwa. To spotkanie było pół roku temu. Dobrze nam się rozmawiało. Kolejno okazywało się, że lubimy podobne rzeczy: skandynawskie seriale, ciasta owocowe, Tatry. Wyjazd w góry był pierwszą wspólną wycieczką. Byłam ostrożna, bo po przejściach już nie można chyba nie być ostrożnym. Może pomogło to, że nie byłam szaleńczo zauroczona. Racjonalnie obserwowałam go w codzienności. Opiekuńczy, ale nie wylewny (zbyt wylewni są źli, potem znikają). Zainteresowany moimi dziećmi, ale bez nadskakiwania, które zwykle okazuje się sztuczne i ma na celu tylko uwiedzenie kobiety. Marcin ma syna w tym samym wieku co Janek. Od początku umówiliśmy się na szczerość.

Dlaczego akurat ja? Podobno pięknie się śmieję, jestem mądra i dojrzała. Marcin twierdzi, że nie lubi kobiet przed trzydziestką, bo mają pstro w głowie. Powoli budujemy naszą relację. Czy coś będzie z tego na dłużej? Nie wiem, ale mam nadzieję. Pierwszy raz od lat nie czuje się tak samotna, choć nie mieszkamy razem i na razie nie planujemy. To kolejny punkt - gdzie mamy zamieszkać? Musielibyśmy kupić większe mieszkanie, ale nas na to nie stać. I dzieci... Akceptują Marcina, przyjaciela mamy. Ale czy zaakceptowałyby nowego partnera? Na razie chcę ich na to narażać. Tomusi toczyć się powoli, we własnym tempie".

Artykuł pochodzi z kategorii: Styl życia

Grazia

Zobacz również

  • Bądź piękna, zrób to sama!

    Najprościej wybrać kosmetyk z drogerii albo apteki, ale przecież można go też zrobić samodzielnie. Będzie dużo tańszy, ekologiczny i bez składników, które mogą podrażnić skórę. O zaletach takiej... więcej