Guru wszystkich przedsiębiorców Mark Zuckerberg paraduje stale w szarym T-shircie i dżinsach, Beyoncé przekonuje, że nie kupuje biżuterii, a Hanna Lis chwali espadryle za 60 zł. Oszczędne życie jest dziś modne – bardziej niż kiedykolwiek. Ale jak oszczędzać, gdy nie dysponujemy majątkiem godnym telewizyjnej gwiazdy?

Zdjęcie

Spisywanie wydatków pozwala zyskać kontrolę nad własnym życiem /©123RF/PICSEL
Spisywanie wydatków pozwala zyskać kontrolę nad własnym życiem
/©123RF/PICSEL

Pod koniec pieniędzy zostaje mi jeszcze bardzo dużo miesiąca... - mówi Pani Buka, bohaterka popularnych internetowych memów. Znacie to uczucie? Jeśli tak, ten tekst jest właśnie dla was. Publikowanie go w roku, w którym wszystkie możliwe badania i zestawienia wskazują, że dochody i oszczędności Polaków rosną, może wydawać się nieco dziwne. W istocie jednak nie powinno to dziwić wcale.

Popularne, obserwowane w ekonomii zjawisko pokazuje bowiem, że im więcej mamy, tym więcej pragniemy i więcej wydajemy. Maciej Samcik, dziennikarz ekonomiczny, opowiada o tej pułapce umysłu w swojej bestsellerowej książce "100 potwornych opowieści o pieniądzach". Czytamy w niej, jak Samcik spotyka po latach swojego kolegę z liceum.

Reklama

Zapytany, jak mu się wiedzie, kolega odpowiada, że ma dobrą pracę i zarabia "wagony złotówek", jednak czuje się wykończony ciągłą gonitwą za pieniędzmi. "Nie mieściło mi się w głowie, że można zarabiać 40 tys. zł miesięcznie i nie móc związać końca z końcem", komentuje Samcik. I wspomina, że poprosił kolegę, by przygotował mu spis swoich wydatków. Po ich analizie okazało się, że po opłaceniu wszystkich kosztów koledze pozostawało na życie 500 zł miesięcznie. Specjalista ds. finansów skwitował to następująco: "Niezależnie od tego, ile masz pieniędzy, zawsze wszystkie możesz wydać na podniesienie komfortu życia oraz na przyjemności".

EKONOMIA WIE O NAS WIĘCEJ, NIŻ CHCEMY

Starożytni Grecy mawiali, że inteligencję człowieka poznaje się po tym, jak zarabia pieniądze, a mądrość - po tym, jak je wydaje. Przekonała się o tym bohaterka "Seksu w wielkim mieście" Carrie Bradshaw, gdy w jednym z odcinków serialu wybrała się do banku.

Choć Bradshaw była szczęśliwą posiadaczką kilkudziesięciu par butów od Manolo Blahnika po prawie 500 dol. (ok. 2000 zł) od pary, dowiedziała się, że nie ma żadnej zdolności kredytowej i nie stać jej na kredyt mieszkaniowy. Jako trzydziestoparolatka po raz pierwszy zaczęła zastanawiać się hiponad kwestią oszczędności, uświadomiwszy sobie, że wydała dotąd na buty równowartość 200 tys. zł i będzie musiała zamieszkać w pudełku po butach.

Zdrowy rozsądek jednak nie zwyciężył, a górę wzięło pragnienie natychmiastowej gratyfikacji. Gdy okazało się, że pieniądze na mieszkanie, a właściwie równowartość pierwszej wpłaty, może pożyczyć od swojej przyjaciółki Charlotte, natychmiast ruszyła z powrotem do sklepów przy Piątej Alei. Postać Carrie Bradshaw jest doskonałą ilustracją dwóch zjawisk opisanych przez ekonomistów, zwanych dążeniem do natychmiastowej gratyfikacji i błędem teraźniejszości w preferencji czasowej, a dokładniej błędem hiperbolicznego obniżenia wartości.

Carrie Bradshaw wiedziała, że powinna zacząć lepiej gospodarować pieniędzmi, ale wycofała się ze swego postanowienia natychmiast, gdy w jej zasięgu pojawia się para nowych, markowych butów. W odniesieniu do oszczędzania chodzi o to, że łatwiej jest nam zdecydować się na oszczędzanie, do którego ma dojść w stosunkowo odległej przyszłości niż natychmiast.

Gdy pada pytanie: czy wolicie 100 dolarów dziś, czy 105 dolarów za tydzień, większość ludzi wybiera tę pierwszą opcję. Gdy jednak pytanie brzmi: wolicie 100 dolarów za rok, czy 105 dolarów za rok i tydzień - ludzie roztropnie wskazują drugą opcję. Gdy idzie o oszczędzanie, do gry wkracza co najmniej jedno jeszcze ekonomiczne pojęcie - malejąca krańcowa użyteczność.

Niemiecki dziennikarz Alexander von Schönburg tak opisuje je w swojej książce pt. "Piękne życie bez pieniędzy": "Kto bez przerwy baluje, szybko traci zdolność odczuwania przyjemności, choćby kosztował najwyśmienitszych smakołyków (...) Po osiągnięciu pewnego punktu następny element w zbiorze nie sprawia różnicy". Eksperci, którzy uczynili z oszczędzania swój sposób na życie, przekonują, że aby robić to skutecznie, trzeba to robić z głową, a do tego najlepiej automatycznie.

Do oszczędzania z głową Polaków przekonywać już nie trzeba. W ciągu ostatnich pięciu lat ukazało się wiele artykułów prasowych na temat szkód, które wyrządzili nieroztropnym klientom właściciele parabanków, sprzedawcy polisolokat czy nawet same banki oferujące klientom skomplikowane narzędzia finansowe pod postacią kredytów denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego.

AUTOMATYZACJA? O CO W TYM CHODZI?

Najnowsze badania z dziedzin psychologii i ekonomii wykazują, że ze względu na liczne uwarunkowania ludzkiej natury (takie właśnie jak wspomniany już błąd teraźniejszości w preferencji czasowej) oszczędzamy z sukcesem, gdy dzieje się to niejako bez naszego wysiłku, permanentnie. I nie chodzi tu tylko o wykorzystanie nowoczesnych narzędzi cyfrowych, które w sposób dyskretny podbierać nam będą pieniądze z konta.

Przede wszystkim chodzi o wypracowanie kilku mechanizmów dotyczących naszych postaw i sposobu myślenia o pieniądzach. Ponieważ dotyczą one naszej mentalności, ich wypracowanie będzie wymagało w początkowym okresie wysiłku i zaangażowania. Ci, którym się udało, przekonują jednak, że warto. Jakie zatem mechanizmy sprawią, że z czasem zaczniecie oszczędzać niejako mimowolnie, niczym program komputerowy?

ZŁOTE REGUŁY

Michał Szafrański, twórca i autor bloga "Jak oszczędzać pieniądze", który w 2016 roku odwiedziło aż 2,5 mln internautów, pisze o sobie tak: "Mam jedno zboczenie, z którym nauczyłem się żyć - od kilkunastu lat skrupulatnie spisuję wszystkie wydatki oraz przychody. Dzięki temu wiem o nich wszystko. Agentom ubezpieczeniowym nieraz opadła szczęka, gdy weryfikowałem ich prognozy, podając im szczegółowe dane, np. ile dokładnie pieniędzy zasiusiały moje dzieci (sumaryczna kwota wydatków na pieluchy) albo ile dokładnie kosztowało mnie piwo na przestrzeni kilku lat.

Ta świadomość kosztów czasami jest bolesna. Ale dzięki niej mogę dokładnie planować działania, rozsądnie obniżać koszty (nie wszystko warto robić), a także planować inwestycje - także te we własne dobre samopoczucie".

Spisywanie wydatków pozwala zyskać kontrolę nad własnym życiem. Nie da się przecież stwierdzić, czy wydajemy więcej, mniej, czy dokładnie tyle, ile zarabiamy, bez dokładnej wiedzy o tym, na co i ile wydajemy. To warunek wstępny oszczędzania. Na samym początku warto zrobić coś, co Maciej Samcik nazywa "spisem inwentarza": umieścić w osobnych kolumnach wszystkie swoje oszczędności (jeśli takie posiadacie), swoje długi (w tym pożyczki od rodziny, karty kredytowe, kredyty hiponadteczne) oraz wszystkie miesięczne dochody (z wyłączeniem premii i nieoczekiwanych zastrzyków gotówki). Wskazówka: choć słowo "budżet" brzmi poważnie, jego opracowanie nie musi być pracochłonne.

Michał Szafrański na swym blogu oferuje ciekawe narzędzie - budżet domowy 2017 do pobrania. Można też skorzystać z popularnych aplikacji na telefon czy tablet, takich jak Kwitki. Nie trzeba przy tym spisywać swoich wydatków miesiąc w miesiąc. Nie każdy będzie to lubił. Warto jednak uczynić to na początku - i umówić się z domownikami, że przez 30 czy 60 dni każdy z nich skrupulatnie zlicza wartość każdego paragonu.

Bywa to naprawdę zmieniającym doświadczeniem. Osoby, które narzekają, że nie starcza im pieniędzy na karnet do siłowni czy regularne wizyty na pływalni, mogą zdziwić się, że sumy przekraczające tego typu wydatki przeznaczają na rzeczy błahe, których znaczenia nie są w stanie docenić. Czy wiedzieliście, że w przypadku gospodarstwa domowego, na które składają się dwie osoby, wypicie przez każdego z partnerów latte na mieście 3 razy w tygodniu to wydatek miesięczny rzędu ponad 260 zł?

Decydując się na kawę w domu, można uwolnić środki, które przez pół roku pozwolą nam chodzić raz w tygodniu na basen lub siłownię. Istotne jest, aby zastanowić się nad tym, co jest dla nas naprawdę ważne (sport, nauka języka obcego, prawo jazdy, podróże, smaczne jedzenie), a następnie ustalić, wycenić to i porównać nasze wydatki na rzeczy, które nie mają dla nas znaczenia i umykają nam w naszej codzienności.

PRZEREKLAMOWANE ŻYCIE PONAD STAN

Kolejna złota reguła mówi o tym, by nigdy nie wydawać więcej, niż się zarabia. Zdawałoby się to oczywiste, jednak w gospodarce napędzanej konsumpcją jak grzyby po deszczu pojawiają się instrumenty finansowe, które mają zbudować w nas przekonanie, że dysponujemy praktycznie nieograniczonymi środkami - karty kredytowe, chwilówki, a już za moment internetowe platformy pożyczkowe, w której pożyczkodawcą nie jest wcale bank czy instytucja finansowa, a inny, akurat posiadający wolne środki, użytkownik sieci.

Nigdy jednak nie oszczędzicie, jeśli nie przestaniecie żyć ponad stan. Nawet jeśli będziecie co miesiąc odkładać jakąś kwotę, ale jednocześnie generować wielomiesięczny dług na karcie kredytowej - to opłaty oraz oprocentowanie karty będą zjadać to, co moglibyście zaoszczędzić. Uwaga też na długi generowane "na przednówku".

Eksperci ostrzegają, że najbardziej zapożyczamy się na kilka dni przed wypłatą, gdy nie starcza nam "do pierwszego". W tym przypadku ważne są dwie zasady: po pierwsze, mieć ogólną orientację co do tego, ile mogę wydać dziennie, a po drugie, pamiętać o tym, że w każdej chwili mogą pojawić się nieprzewidziane wydatki. Jeśli zatem po opłaceniu wszystkich stałych kosztów zostaje nam na życie 1 tys. zł, warto uświadomić sobie, że do wydania mamy średnio 30 zł dziennie. Oczywiście jednego dnia możemy nie wydać nic, a innego 100 zł. 

Zdjęcie

Mark Zuckerberg i jego żona Priscilla mają 56 mld dolarów. Mimo to żyją skromniej niż polskie gwiazdy /Getty Images
Mark Zuckerberg i jego żona Priscilla mają 56 mld dolarów. Mimo to żyją skromniej niż polskie gwiazdy
/Getty Images

Musimy jednak mieć w głowie tę proporcję. W gospodarowaniu pieniędzmi powinniśmy pozostawiać sobie pewien bufor na nieprzewidziane albo po prostu nieregularne wydatki - naprawę czy ubezpieczenie samochodu, wizytę u dentysty itd. Dzięki temu nie znajdziemy się w potrzebie, mając puste kieszenie. Jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest unikanie chodzenia "na żywioł" na zakupy.

Skrupulatne przygotowywanie listy sprawunków, a następnie trzymanie się jej w trakcie wizyty w sklepie pomoże oprzeć się pokusom - których dostarczają stosujące socjotechnikę sieci handlowe - i utrzymać dyscyplinę budżetową.

Chcąc oszczędzać, warto też otworzyć się na informacje dotyczące pieniędzy, pochodzące z naszego otoczenia. Po pierwsze, sprawdzić lub uzupełnić swoją wiedzę ekonomiczną. Ekonomiści Lynda Gratton i Andrew Scott z w swojej książce pt. "100-letnie życie" proponują czytelnikom, by ci przeprowadzili na sobie pewien test. Polega on na tym, aby odpowiedzieć na następujące pytania (tu w wersji dostosowanej do polskich warunków):

1. Na rachunku oszczędnościowym macie 100 zł, a oprocentowanie wynosi 2 proc. w stosunku rocznym. Ile pieniędzy będzie na tym rachunku po pięciu latach?

2. Oprocentowanie konta wynosi 1 proc. rocznie, a stopa inflacji 2 proc. Czy po roku będziecie mogli kupić za te pieniądze więcej, mniej, czy tyle samo co obecnie?

3. Zysk z zakupu akcji jednej firmy jest pewniejszy niż zysk z zakupu jednostek funduszu inwestycyjnego - to prawda czy fałsz? Okazuje się, że wcale nie jest łatwo odpowiedzieć na nie poprawnie.

Dobre odpowiedzi na wszystkie trzy pytania podaje zaledwie 50 proc. Niemców i 25 proc. Japończyków. Jeśli wy znacie dobre odpowiedzi, możecie powiedzieć o sobie, że macie już podstawy wiedzy ekonomicznej. Warto je poszerzać, czytając książki, blogi lub zapisując się na kursy z zakresu ekonomii .

Ważna jest także bieżąca obserwacja otaczającego nas świata. Okazuje się bowiem, że w czasie gdy uczymy się w szkołach i na studiach, wychowujemy dzieci albo robimy karierę, świat wokół nas bardzo szybko się zmienia - na rynku energii dochodzi do uwolnienia konkurencji, a instytucje unijne nakazują operatorom telekomunikacyjnym obniżać opłaty. Oszczędne życie nie istnieje bez refleksji nad tym, ile i od kiedy płacicie za gaz, prąd, telefon czy telewizję kablową. Należy porównać tę ofertę z ofertami innych dostawców i spróbować dobrać usługi tak, by uzyskać tę samą jakość za możliwie najniższą cenę.

W kapitalizmie bowiem rzecz lub usługa, którą chcecie kupić, jest warta dokładnie tyle, ile klient jest za nią gotów zapłacić. Warto dowiedzieć się, czym jest kilowatogodzina i czym różnią się taryfy u dostawców energii elektrycznej.

Oszczędzanie to nie tylko to, co odłożycie na koncie oszczędnościowym, lecz również to, co zachowacie dla siebie, zbijając ceny. Tak przygotowani możecie zacząć odkładać pieniądze. Najlepiej także w sposób zautomatyzowany, niewymagający wyrzeczeń ani specjalnego wysiłku. Po pierwsze, eksperci radzą, by oszczędzać tak, abyśmy nie czuli, że czegoś się pozbawiamy. Dobrym pretekstem do oszczędzania może więc być podwyżka wynagrodzenia w pracy.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2016 roku wzrosły dochody gospodarstw domowych w Polsce, a także wyraźnie, bo o 7 proc., powiększył się tzw. dochód rozporządzalny Polaków - czyli to, czym dysponujemy po opłaceniu kosztów. Przeciętny dochód na osobę w gospodarstwie domowym wyniósł 1475 zł. Oznacza to, że wielu z nas otrzymało podwyżki.

Starzy wyjadacze oszczędzania, tacy jak Maciej Samcik, radzą, aby 50 proc. podwyżki od razu przeznaczyć na konto oszczędnościowe. Można zrobić to za pomocą usługi zlecenia stałego na rachunku. Tym, którym nie poszczęściło się u pracodawcy, polecić można metodę "oszczędzania na resztówkach". To także niekojarzący się z wyrzeczeniami sposób na odkładanie sporych sum. Maciej Samcik wspomina, że dzięki odkładaniu do skarbonki reszty z zakupów zbierał ok. 60-130 zł miesięcznie. Oznacza to od 720 do 1560 zł w skali roku! W dobie pieniądza elektronicznego przychodzą nam w sukurs bardziej zaawansowane niż świnka-skarbonka narzędzia.

Na przykład telefoniczna aplikacja Acorns, czyli skarbonka wirtualna, która zaokrągla kwoty transakcji wykonywanych kartami debetowymi i przekazuje kwotę zaokrąglenia na cele inwestycyjne. Niezależnie od tego, czy stosujemy wirtualne czy tradycyjne narzędzia oszczędzania - zasada jest ta sama: nigdy nie podbieraj. Ludzka natura i opisany wyżej błąd teraźniejszości w preferencji czasowej stwarzają ogromne ryzyko, że w chwili słabości skonsumujemy wszystko to, co odłożyliśmy.

"Jedynym sposobem na to, by nie wydawać pieniędzy przeznaczonych na oszczędności, jest... zapomnieć o tym, że one w ogóle są", pisze Maciej Samcik. Należy pamiętać, że rynek finansowy rządzi się surowymi prawami, a pieniądz nigdy nie pracuje za darmo - nie istnieje coś takiego jak "bezpłatna pożyczka". Pożyczoną sumę zawsze należy spłacić z nawiązką. To natomiast, co zaoszczędzimy, należy ulokować bezpiecznie, nie dając się zwieść pokusom ponadprzeciętnych zysków - tym bowiem zawsze towarzyszy zwiększone ryzyko utraty dorobku życia.

FINSTAJL. NOWY STYL ŻYCIA

W gospodarce nadmiaru (gdy zewsząd zalewają nas nowe produkty i usługi), w dobie nowinek technologicznych oraz nieograniczonej mobilności (tanie loty, możliwość wyszukiwania noclegów u prywatnych właścicieli poprzez portale takie jak Airbnb) coraz bardziej widoczny staje się "finstajl".

Bloger Łukasz Rosicki opisuje to zjawisko jako "modę na styl życia, który łączy oszczędność przy jednoczesnym zwiększaniu poziomu życia". Jej ikonami są Mark Zuckerberg i jego żona Priscilla, którzy - pomimo majątku wycenianego na 56 mld dolarów - żyją skromnie, jeżdżą kupionym w salonie autem wartym 90 tys. zł i za cel stawiają sobie budowanie coraz lepiej skomunikowanego świata. W ślad za nimi idą inne ważne postaci popkultury i biznesu: piosenkarka Beyoncé, która nie kupuje biżuterii, a nosi tylko to, czym zostaje obdarowana, aktorka Kristen Bell, która na premierach pojawia się wyłącznie w kreacjach z sieciówek, czy dziennikarz i biznesmen Michael Bloomberg, który wyznaje, że w ciągu dziesięciu lat nabył zaledwie dwie pary butów, bo zamiast kupować nowe, woli korzystać z usług dobrych rzemieślników - szewców.

Świetnie opisuje to zjawisko książka "Rzeczozmęczenie" Jamesa Wallmana. Mamy naprawdę nadmiar przedmiotów i śmiało możemy z wielu z nich zrezygnować. Możliwość zaglądania za pomocą internetu do najdalszych zakątków globu, poznawania innych kultur coraz bardziej uświadamia nam, że - jak pisze von Schönburg - "rzeczy, które sprawiają prawdziwą przyjemność, nie kupimy za żadne pieniądze świata".

W oszczędzaniu liczy się więc tak naprawdę nie to, ile jesteście w stanie zaoszczędzić, tylko to, żeby udało się wam zwalczyć nałóg rozrzutności. Jak przekonują nas od lat filozofowie, to bowiem rezygnacja jest źródłem życiowej przyjemności.

Katarzyna Kozłowska

GRAZIA 10/2017


Artykuł pochodzi z kategorii: Styl życia

Grazia

Zobacz również

  • Blond: Jasny ideał

    Najmodniejsze blondy tego sezonu to te najjaśniejsze, inspirowane kolorem włosów Skandynawów i małych dzieci. Dzięki nowoczesnym sposobom farbowania są piękniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. więcej