Stres, którego doświadczasz codziennie, prowadzi do wybuchów w kontaktach z najbliższymi. To destrukcyjny sposób na rozładowanie napięcia. Przekonaj się dzięki autorce bestsellerowych poradników Dagmarze Skalskiej, że można inaczej.

Zdjęcie

By zrozumieć, jak się do tego zabrać, warto przyjrzeć się emocjom, które towarzyszą nam w życiu. /©123RF/PICSEL
By zrozumieć, jak się do tego zabrać, warto przyjrzeć się emocjom, które towarzyszą nam w życiu.
/©123RF/PICSEL

W pracy gonisz resztkami sił, stos zaległych rzeczy rośnie, szef jest wściekły, a dwie koleżanki są na zwolnieniu od dwóch tygodni. Kiedy wreszcie wyrywasz się, by pędzić do domu i po drodze odebrać dziecko z angielskiego, trafiasz na koszmarny korek albo kompletnie zatłoczony autobus. Spóźniasz się i po raz kolejny słyszysz, że jesteś jedyną matką, na którą czekała lektorka. Dziecko jest zmęczone i głodne, a przez to nie do okiełznania. W domu trafiasz na męża, który dziwi się, że jesteś tak późno i przyznaje, że zapomniał o zakupach. Wielu z nas podobne dni zdarzają się niemal codziennie.

"Przy takim spiętrzeniu negatywnych emocji jesteś jak przykryty pokrywką garnek, w którym gotuje się woda", porównuje ten stan Dagmara Skalska, coach, autorka poradników.

Reklama

Niektórzy z nas opanowują się za wszelką cenę i duszą w sobie wybuch, co na dłuższą metę ma bardzo złe konsekwencje dla samopoczucia i zdrowia. Najłatwiej jednak eksplodować i skierować długo tłumioną złość i frustrację na domowników. Oczywiście - emocje opadają, ale czy rzeczywiście czujemy się po tym dobrze? Oba warianty, czyli tłumienie wściekłości w sobie i kierowanie jej na innych, są złe, a zwracanie jej na innych dodatkowo kładzie się cieniem na naszych kontaktach z otoczeniem.

Ponieważ trudno sobie wyobrazić (a zrealizowanie tego jest już zupełnie niemożliwe), że od jutra żyjemy w całkowitej sielance, bez osób i czynników powodujących negatywne emocje, pozostaje nam poradzenie sobie z tym. Dlatego namówimy was na analizę rządzących nami emocji i podpowiemy, jak nie stać się ich niewolnikiem - tak, by z jednej strony uniknąć domowych eksplozji, a z drugiej nie tłumić ich w sobie.

Moment krytyczny

Kiedy wybuchasz w domu, wśród bliskich, staje się to zazwyczaj nagle. Często po fakcie nie byłabyś w stanie powiedzieć, co dokładnie było zapłonem, który wywołał eksplozję. Dlatego Dagmara Skalska przekonuje, że należy zacząć od uświadomienia sobie, kiedy dokładnie następuje moment pomiędzy bodźcem wywołującym wybuch a twoją pełną agresji reakcją. "Jeśli zdasz sobie sprawę, kiedy to się dokładnie dzieje, będziesz mogła w odpowiednim momencie »włączyć« program zapobiegawczy. Być może nie wychwycisz go za pierwszym czy drugim razem. W końcu jednak zareagujesz w odpowiednim momencie".

Co dokładnie robić, kiedy zdasz sobie sprawę, że właśnie wybiła "godzina zero"? "Masz do wyboru kilka rozwiązań, od bardzo prostych po te, które wymagają specjalnych przygotowań i umówienia się wcześniej z partnerem", tłumaczy ekspertka.

"Najprostsza metoda, którą każda z nas ma »pod ręką«, to po prostu oddech. Oczywiście głęboki. Chodzi o to, by powrócić do tego, jak oddychałaś, będąc dzieckiem". Trochę śmiesznie jest wyobrazić sobie, jak w środku awantury zaczynasz głęboko i świadomie oddychać, ale to właśnie umożliwi ci zatrzymanie się na chwilę i podjęcie decyzji - pozwolić sobie na wyzwolenie niszczących mocy czy wybrać sposób wyjścia z sytuacji, który pomoże tobie i innym.

Kluczowe pytania

By od złości przejść do konstruktywnych rozwiązań, trzeba przeprowadzić szybką analizę. "W takim momencie najlepiej postawić sobie pięć pytań", namawia ekspertka. "Po pierwsze: co myślę o tej sytuacji lub osobie? Po drugie: jakie uczucia mi towarzyszą - złość, smutek, frustracja? Trzecie: czego chcę w tej chwili i jakie są moje intencje? Czwarte i zdecydowanie kluczowe pytanie brzmi: w jaki sposób sobie szkodzę? I ostatnie, piąte: co zrobić inaczej?". Ta analiza nie jest łatwa i początkowo będziesz ją przeprowadzała dopiero po "wybuchowym" incydencie. Kiedy nabierzesz wprawy, uda ci się ją przerobić przed eskalacją.

Rezultat: nie ockniesz się w zgliszczach, ale załagodzisz sytuację, jednocześnie nie dusząc w sobie złych emocji, bo przecież odpowiesz sobie również na pytanie - co robić? Dagmara Skalska proponuje też inną, przetestowaną przez siebie metodę: "Kiedy zaczyna się kłótnia, trzeba rozejść się na 5-10 minut, by pooddychać w spokoju i wyciszyć się. Potem może okazać się, że nie ma już żadnego powodu do konfliktu, co najwyżej trzeba coś w spokoju omówić".

Inny praktyczny sposób dla par to prowadzenie domowej puszki Pandory: "Przygotowujecie pudełko, do którego wrzucacie karteczki z krótkim opisem sytuacji domowej, zachowania czy słów partnera, które was zdenerwowały. Raz na tydzień opróżniacie pudełko". Ale nie zaczynacie od czytania karteczek partnera! Przeciwnie. "Każda ze stron przegląda najpierw swoje uwagi. W praktyce okazuje się, że wiele z nich straciło na znaczeniu i partnerowi możesz przekazać tylko te naprawdę istotne. On robi to samo. Dopiero wtedy możecie omówić to, co naprawdę było ważne albo zabolało, a nie skupiać się na drobnostkach".

Cofnijmy się w czasie

Omówiliśmy strategie zachowań, kiedy jesteśmy na skraju domowego wybuchu. A gdyby zapobiec mu jeszcze wcześniej? W tym celu trzeba mądrze radzić sobie ze stresem i zadbać o higienę umysłu.

By zrozumieć, jak się do tego zabrać, warto przyjrzeć się emocjom, które towarzyszą nam w życiu. "Podstawowe są cztery: gniew, lęk, smutek i radość", wyjaśnia Skalska. "Źródłem gniewu jest niezgoda na coś, co dzieje się w naszym życiu". To uczucie ma duży potencjał energetyczny, gniew może być niszczący, ale może też popchnąć nas do działania, które pozwoli osiągnąć zmianę w życiu i wyeliminować to, co było źródłem gniewu czy też to zneutralizować. Oczywiście najgorszym sposobem odreagowania gniewu jest wyżycie się na innych. Co dzieje się z gniewem, który w ogóle nie został wyrażony? "Niestety zamienia się w smutek, który z kolei odsuwa nas od świata i zamyka na innych.

Terapeuci zachęcają, by nie tłumić gniewu, bo kumulowanie go w sobie prowadzi do frustracji i depresji", uważa nasza ekspertka. Z kolei lęk należy do najbardziej pierwotnych emocji - dzięki niemu mogliśmy reagować na zagrożenia i tworzyć strategie przetrwania. Dagmara Skalska wyjaśnia, że lęk był niezbędny, by przeżyć w sensie biologicznym, a związany z nim współczesny problem polega na tym, że odczuwamy go w sytuacjach, w których nasze życie nie jest zagrożone: "Nie walczymy już o biologiczne przetrwanie, ale boimy się konfliktu z szefem czy nieprzyjemnego starcia z partnerem". I tak z sygnału SOS pojawiającego się w ekstremalnych sytuacjach lęk awansował na codziennego kompana i zaczął przenikać do wielu dziedzin życia. Ten współczesny lęk silnie wiąże się ze stresem, a kluczem do uporania się z nim jest przeprowadzenie analizy pozwalającej dostrzec, że niebezpieczeństwo, którego go wywołuje, wcale nie jest tak poważne i po prostu nie zagraża naszemu życiu.

W lęku drzemie też pewna siła i potencjał, ponieważ możemy zdobyć się na odwagę i stawić czoła, np. przeprowadzając rozmowę z osobą, która go wywołuje. Czwartym podstawowym uczuciem jest radość. "Ona zdecydowanie otwiera nas na ludzi i świat, a także jest źródłem energii dla nas i naszego otoczenia", uważa nasza ekspertka. Jedyne niebezpieczeństwo tkwi w ekscytacji, którą wywołuje radość, ponieważ można przez nią przeoczyć ważne rzeczy i utracić uważność. Kiedy miotamy się pomiędzy tymi emocjami, czujemy się jak na huśtawce i tracimy wiele energii. "Stan ponad emocjami to spokój", wyjaśnia Dagmara Skalska. "Pozwala on zatrzymać się i spojrzeć na życie z pozycji dystansu, a to z kolei umożliwia nam podjęcie najmądrzejszych decyzji".

Szef też w majtkach chadza

Na osiągnięcie stanu spokoju są jeszcze inne, poza doraźnymi, metody. Nasza rozmówczyni poleca na przykład technikę skanowania całego ciała: "Polega ona na położeniu się i skoncentrowaniu na tym, by całkowitą uwagę poświęcić kolejnym częściom ciała, zaczynając od palców u stóp i kończąc na głowie". Równie skuteczny sposób na oczyszczenie się z napięć to śmiech lub płacz: "Naprawdę możesz pozbyć się wszelkich hamulców i wytarzać się ze śmiechu", zachęca ekspertka. Podobnie działa na nas spontaniczny taniec - nawet nago przed lustrem. "Zbawienny wpływ ma też humor", wyjaśnia Dagmara Skalska.

"Możesz np. wizualizować sobie swojego szefa, który cię stresuje, w skąpych majtkach w groszki albo w innej, codziennej sytuacji, w której wygląda zupełnie niegroźnie". Ta wydawałoby się "niepoważna" metoda jest o wiele skuteczniejsza w rozładowywaniu napięcia, niż obmyślanie wyrafinowanych sposobów zemsty. Inna polecana przez naszą ekspertkę metoda radzenia sobie ze stresem to "wyprowadzenie go" na spacer, w czasie którego wyrażasz swoje emocje i... pożegnanie się z nim przed drzwiami mieszkania. Możesz też do swoich negatywnych emocji napisać list - to też forma antystresowej terapii. Najlepiej zacząć ją od dziś.

Maja Handke

GRAZIA 3/2017


Artykuł pochodzi z kategorii: Styl życia

Grazia

Zobacz również

  • Triki pierwszej damy

    Jak odjąć sobie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat? Ona to wie. Pierwsza dama Francji nie wygląda na swój wiek dzięki dobrym stylizacjom. więcej